New Balance. Made in USA. Fenomen produkcji w Ameryce.
Co w newbalansach z amerykańską metką takiego niezwykłego? To ręczna produkcja. I lokalna. W świecie sneakersów – rzadkość. Są też, do czego poniekąd zobowiązuje ich (wyższa) cena, mocno jakościowe. Powiedziałbym, że to buty nie do zdarcia, a pierwszy raz założyłem je jakieś dziesięć, osiem lat temu. Rzemiosło, nie masówka. Poza tym są po prostu ładne. Mam na myśli zarówno sylwetkę, kształt i kombinacje różnych materiałów, jak i ich oryginalne zestawienia kolorystyczne.

Sytuacja dzięki temu jest win-win. A nawet win – win – win, bo wszystkie trzy strony korzystają. Klient ma wyjątkowy produkt. Firmę wyróżnia on na rynku. Kraj zaś zyskuje miejsca pracy, o czym więcej za chwilę.
No i sam napis „Made in USA”. Po prostu miło mieć coś amerykańskiego. Bo sroce Stany spod ogona nie wypadły. Lista dobrodziejstw, jakie wniosły do mody jest imponująca, z tą sportową przecież na czele. Dały – w dużym skrócie i najkrótszym słowem – luz. Bez takich nazwisk jak Ralph Lauren, Donna Karan, Diane von Furstenberg czy Calvin Klein trudno też wyobrazić sobie współczesną garderobę.
Odnośnie produkcji, broni się dziś – choć nie bez wyzwań – głównie Nowy Jork. „W Garmet District można wykończyć produkt od początku do końca w promieniu kilku przecznic. Projektantka Cindy Castro ma własne atelier, gdzie jej zespół szyje na miejscu i współpracuje z okolicznymi producentami (jeden modelarz jest dwie przecznice dalej; drugi mieści się w tym samym budynku). „Można zrobić rzeczy w ciągu kilku dni, bo wszystko jest tutaj” – mówi”, pisał w czerwcu tego roku „Vogue Business”, jednak poza nim produkcja na dużą skalę to rzadkość.
Stąd euforia, z jaką spotyka się amerykańska metka* u New Balance. A nie jest to zagranie wizerunkowe. W tym miesiącu firma publikowała bowiem swój pierwszy raport „MADE in USA Economic and Social Footprint” . Wynika zeń, że w 2024 r. New Balance wniósł do gospodarki USA 3,1 mld dolarów, z czego 479 milionów „wypracowała” produkcja lokalna, zatrudniająca aż 1200 pracowników.



Firma lubi mówić, że jej uparta obecność w USA to nie symbol nostalgii, lecz bycie „świadomym strażnikiem rzemiosła”. Tyleż wzniosłe, co prawdziwe.
Podczas gdy większość globalnych marek opiera się na automatyce i wielkich liniach montażowych, w New Balance (które obecnie posiada cztery fabryki, a piątą otwiera na początku 2026r.; w Massachusetts, Maine i Vermoncie, czyliregionie Nowa Anglia, kolebce amerykańskiego szewstwa) buty są szyte, składane i wykańczane manualnie — warstwa po warstwie. Każda para powstaje też w ograniczonej liczbie, a w procesie produkcji używa się lokalnych materiałów: zamszu premium, jakościowej siatki mesh, pianek o przedłużonej trwałości czy technologii amortyzacyjnych ENCAP/ABZORB.

Każdy but – podaję za wpływowym portalem Dazed – przechodzi przez ręce pracowników 29 stanowisk roboczych, zatrzymując się przy każdym z nich średnio na zaledwie 22,5 sekundy. „Szybki i bezproblemowy proces wygląda na o wiele łatwiejszy, niż jest w rzeczywistości, a we flagowej fabryce w Lawrence powstaje około 1400 butów dziennie”, wyliczyli dziennikarze.
Kultowe modele?
Oczywiście, 990. Jak twierdzą w New Balance, którego historia zaczęła się w małym warsztacie w Bostonie, gdy w 1906 roku William J. Riley, kierowany – jak głosi legenda – misją, by „poprawić sposób, w jaki ludzie stoją i chodzą”, wynalazł innowacyjne wkładki do butów, zapewniające lepszą równowagę i wygodę – to „ikona wszystkiego”. W 1982 roku wprowadzono na rynek pierwsze buty 990., rzekomo nazwane tak, bo „w skali 1000 te buty to 990”. Model pozwolił New Balance wyróżnić się na tle innych sneakersów, bo w kontrze do popularnej od lat 70. bieli, ale i krzykliwych kolorów neonowych z lat 80., uwodziły ponadczasową szarością zamszu (więcej o tej barwie i New Balance Grey Days przeczytasz w moim teście TU.
„Wtapiały się w beton miejskiego otoczenia, a do tego były pierwszymi sneakersami na rynku, które kosztowały krocie, nawet 100 dolarów (- wg kalkulatora inflacji dziś byłoby to 336 dolarów – przyp. MZ)! W końcu były jedynymi butami sportowymi w tamtych czasach, które miały zaawansowane technologie, takie jak podeszwa środkowa o podwójnej gęstości, odblaskowy materiał na zewnętrznym logo N i technologia kontroli ruchu, która blokuje piętę na miejscu”, wspominał w ubiegłym roku – nie bez nuty ekscytacji – reporter „Esquire”.

Ekscytacja zresztą zrozumiała. Sam noszę NB Made in USA (i UK; o angielskich modelach jednak przy innej okazji) i są to moje ulubione buty sportowe. Ba, z nielicznymi wyjątkami – zresztą dawno i nieprawda – jedyne, jakie mam ochotę nosić. Ze względu na ładne łączenia kolorystyczne, wygodę i – trudno, snoby już tak mają – właśnie metkę.

A poza tym?
992, czyli klasyk, który stał się symbolem stylu i poniekąd obuwia Doliny Krzemowej, zważywszy, że te właśnie nosiłSteve Jobs.
993, model dla wymagających: biegaczy, żołnierzy, ale i miłośników komfortu.
A także 996, 997, 1300, 1400, 1700 – seria skrajnie trwała, z perfekcyjnym wykończeniem i tradycyjnym designem.

Ale Made in USA to nie tylko buty. W dziale męskim – klasyczne spodnie dresowe i bluzy uszyte z wysokogatunkowej, amerykańskiej bawełny o gramaturze 440 g/m². Czyli: jest grubo. To bawełna, która „ma gęstość amerykańskiego koca wojskowego. Kiedy bierzesz bluzę w dłonie, czujesz masę — ale też miękkość, która z każdym praniem staje się jeszcze przyjemniejsza”.
Ubrania są jednokolorowe (w dwóch wersjach – brązowej i w barwie piasku), o swobodnym kroju i z dyskretnym – chwała Bogu, bo dorośli ludzie nie powinni ulegać logomanii – znaczkiem NB. Można je nosić do sportowych butów i kurtki, ja jednak chętnie zakładam także loafersy, a na bluzę zarzucam skórzaną ramoneskę i / lub prosty, minimalistyczny płaszcz.
W dziale damskim zaś, oprócz bluzy, to koszulka i biustonosz z prążkowanego materiału, odpornego na mechacenie i podkreślającego ciało (95% bawełna, 5% spandex). Zatem także essentials, które się nie nudzą, jednocześnie pasując mniej więcej do wszystkiego. Oczywiście, też całkowicie wykonane w Stanach. I też do tańca i do różańca, bo i do sneakersów, i do botków czy szpilek. I na trening, i na shopping, i na ploty z przyjaciółkami na mieście. Na górę zaś nie tylko bluza, ale i oversife’owa marynarka czy trencz.



*New Balance, jak informuje, jest jedyną dużą marką sportową, która spełnia rygorystyczny federalny wymóg: aby produkt mógł nosić oznaczenie „Made in USA”, co najmniej 70% jego produkcji, materiałów i komponentów musi pochodzić ze Stanów Zjednoczonych.Czyli że montaż czy szycie odbywają się w USA, lecz niektóre komponenty, choćby jak podeszwy, mogą być importowane.
Partnerem wpisu jest New Balance.





Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.
