Stella McCartney H&M – premiera nowej (i ponownej) kolekcji.
Stella is back! Dwadzieścia lat po pierwszej współpracy H&M-u z projektantką (i aktywistką, jak zaznacza szwedzka marka) oba brandy znów łączą siły.

Co znajdziemy w kolekcji? „Podróż przez moją historię mody”, mówi Stella McCartney. Wśród kluczowych elementów – dzianinowe sukienki, topy z kultowym łańcuchem Falabella przy dekolcie, a także długa biała suknia z pelerynowym rękawem. Do tego błyszczące kreacje wieczorowe, denimy, a także sukienki i topy z siateczki w rozkoszny nadruk wiśni. Plus buty i aż sześć modeli torebek.

Na dwa dni przed premierą kolekcji w Warszawie zorganizowano serię paneli dyskusyjnych dla mediów naszego regionu – od krajów bałtyckich po Grecję i Turcję.
W jednym z nich – Fashion & Heritage – miałem przyjemność wziąć udział. Wraz z Anną Velikovą, PR & Communication Manager na region, oraz Joanną Hoffmann, aka Freakery, rozmawialiśmy o roli, jaką dziedzictwo i DNA marki odgrywają w jej wiarygodności i ważności, o kulisach kooperacji ze Stellą i wreszcie o historii samych współprac, zaczętej od kolekcji stworzonej przez Karla Lagerfelda.



Ciekawy tematy.
Pierwszy, bo w dzisiejszej rzeczywistości, gdy właściciele domów mody kompulsywnie przerzucają się projektantami, względnie – jak pisałem w tekście dla „Vogue’a” (czytaj TU) wsadzają ich w rozpędzoną karuzelę, by gwałtownie ją zatrzymać, i który gdzie wypadnie, tam przez krótszą (częściej) lub dłuższą chwilę zostaje (Versace, Fendi, Bottega Veneta, Chanel, Dior, Jil Sander, Givenchy, Tom Ford, Loewe, Mugler, Balenciaga, Gucci – ktoś, coś?), dziedzictwo owe, DNA i własna estetyka ważniejsze są niż kiedykolwiek.

Drugi, bo decyzja o ponownej współpracy ze Stellą to statement. H&M mogło w sumie wziąć kogokolwiek z wyżej wymienionych, postawiło jednak na projektantkę siedzącą w tym biznesie od dekad, wierną swoim wartościom i wizji mody innowacyjnej, bardziej zrównoważonej i odpowiedzialnej. Literalnie pisząc – niezmordowanie opracowuje nowe techniki, tkaniny, patenty: przyjaźniejsze planecie i zdecydowanie niekrzywdzące zwierząt, jak przystało – tu znów aktywizm – na wegankę. Stąd chociażby w jej niedawnej regularnej kolekcji nowość – wegańskie pióra.
Trzeci, bo te współprace to fenomen kulturowy. Może H&M nie było tu pionierskie, ale pierwsze zrobiło to na taką skalę, przynosząc światową modę pod strzechy. Wspólne kolekcje z Comme des Garcons, Margielą, Viktorem&Rolfem, Lanvin i dziesiątkami innych, w tym ubiegłoroczna z Magdą Butrym (przepowiedziana zresztą mi lata temu przez wróżkę, zobacz TU), sprawiły, że o modzie i projektowaniu zaczęto mówić tak, jak o płytach, książkach, serialach.
Oczywiście, główny powód, obok rozmachu marketingowego, to ceny. Prawdziwa moda przestała być abstrakcją. Ze sfery marzeń trafiła wprost do naszych szaf. Kiedyś szefowej marki Ann-Sophie Johansson zadałem w wywiadzie dla „Forbesa” pytanie: co z tego ma sam H&M? Odparła, że przede wszystkim know-how. Uczy się. Technik, nowych technologii, możliwości (całą rozmowę znajdziecie TU). Zgadzałoby się, bo od Stelli po dwóch dekadach znów nauczyć się można wiele.




W najnowszej kolekcji znajdziemy innowacyjne wykorzystanie surowców do powlekanych materiałów, takich jak kukurydza przemysłowa czy olej roślinny z recyklingu, surowce z recyklingu oraz klasykę, czyli bawełnę organiczną czy wełnę certyfikowaną zgodnie ze standardem RWS.
Autorem kampanii jest Sam Rock, a występują w niej Renee Rapp, Angelina Kendall oraz Adwoa Aboah. Kolekcja trafi do sprzedaży 7 maja o godz. 9; w Warszawie w Złotych Tarasach i w Arkadii oraz online.
























Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a moje włoskie życie, ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories podglądaj na Instagramie <KLIK>.
Zostań moim Patronem (TUTAJ), by otrzymać dostęp do odcinków deluxe, tj. rozszerzonych, moich podcastów, a także do odcinków specjalnych i nigdzie nie publikowanych oraz do newslettera.
