Małgorzata Kożuchowska „w każdej odsłonie – sobą”. Wspólna kolekcja z Ryłko.

„Dlaczego moje koleżanki po fachu mogły być tajemnicze, a ja nie? Zwłaszcza, że właśnie tajemnica była tym, co najbardziej mi się podobało. Nie uchachane dziewuchy, do poklepania i do przytulenia, lecz kobiety z tajemnicą. Też chciałam taką być, ale słyszałam, że „Małgosia to takie nasze słoneczko””, opowiada mi aktorka.

Wyczucie stylu. Oraz poczucie a) własnej wartości (choć mówi, że zawsze ma „50 tysięcy wątpliwości”), b) humoru. Za to lubię Małgorzatę Kożuchowską. 

Za kilka innych rzeczy też, weźmy choćby serial „Aniela”, w którym zagrała „brawurowo i przekonująco”, jak napisała „Polityka”. A wymagania jej surowych recenzentów trudno spełnić. O wymaganiach i wielu innych rzeczach porozmawialiśmy podczas premiery nowej kolekcji marki Ryłko, stworzonej we współpracy z aktorką.

Kolekcji towarzyszy kampania, wystylizowana przez Magdalenę Sekrecką. Małgorzata ukazuje się tu w kilku odsłonach – od biznesowej, niemal biurowej, po wieczorową. Choć po prawdzie, radykalnie się nie różnią: każda z nich jest szykowna i zmysłowa.

Co wynika pewnie z hasła kampanii – „W każdej odsłonie – sobą”. Spytałem o nie Małgorzatę.

„Wydaje się naturalne i proste, ale gdy się zagłębić, to okazuje się, że bycie sobą nie zawsze jest łatwe, ani takie, jakbyśmy chcieli”, mówi mi. 

Istotnie. Istnieje dziś przecież niemal społeczny przymus bycia sobą. Dla ludzi to niby wartość naczelna, jednocześnie jednak szybko okazuje się, że według nich tylko wtedy jesteś sobą, gdy ich zadowalasz. Co w przypadku sławnych osób jest pewnie dużo bardziej dojmujące, bo każdy ma na ich temat własne wyobrażenia i oczekiwania.

„To pułapka. Bo to cię blokuje, ogranicza i zaczyna wpływać na twoje wybory. Zaczynasz skręcać w jakąś drogę, w którą niekoniecznie chciałbyś nawet zaglądać. Jeśli to sobie uświadomisz, jedyne, co ci wtedy pozostaje, to mozolna praca, by na nowo stać się wolnym”, przyznaje Małgorzata.

Na uwagę, że właśnie na wolną wygląda na zdjęciach kampanii Ryłko, opowiada: „A wiesz co zauważyłam? Że na większości z nich – a wybieraliśmy z setek, jakie powstały – jestem dość melancholijna. A kiedyś, gdy byłam zapraszana na okładki różnych czasopism, zawsze musiałam być uśmiechnięta. Radosna, nawet roześmiana. I w pewnym momencie się zbuntowałam. Bo dlaczego moje koleżanki aktorki mogły być – na przykład – tajemnicze, a ja nie? Zwłaszcza, że właśnie tajemnica była tym, co najbardziej mi się podobało. Nie uchachane dziewuchy, do poklepania i do przytulenia, tylko kobiety z tajemnicą. Też chciałam taką być, ale słyszałam, że „Małgosia to takie nasze słoneczko”. Widocznie na jakimś etapie życia taka była moja rola i tego ode mnie oczekiwano. Bardzo długo się temu poddawałam”.

Dziś, jak mi mówi, „już wie, jaką siebie lubi, jaką chce być i jaki przekaz wysyłać innym”. Jak do tego doszła?

„Mnie się wydaje, że to jest cały proces poznawania siebie. I odpowiedzenie sobie na kilka pytań. Co chcemy robić, jakie są nasze marzenia, w czym czujemy się najlepiej? Kiedy czujemy się ze sobą dobrze, z kim jesteśmy szczęśliwi?

Dopiero gdy odpowiemy sobie na te pytania, zaczniemy czuć się ze sobą komfortowo. Bo wszystko to nas definiuje”, opowiada moja rozmówczyni.

W kolekcji Ryłko X Kożuchowska znajdziemy kilkadziesiąt modeli czółenek, balerin, botków, trampek, kozaków czy szpilek oraz torebki. Trzeba przyznać, że aktorka ma rozmach.

„Zawsze miałam. Odkąd sięgam pamięcią buty były moim fetyszem. Stąd i kolekcja imponująca, nawet jak na mnie, która w swojej szafie ma tyle par, że mogłaby konkurować z niejedną influenserką obuwniczą”, klaruje. 

Ulubione modele z kolekcji? Mokasyny. „Nie mogę sobie odmówić różnych wersji kolorystycznych, ale też tego, że jedne są ze skóry litej, inne mają nadruki stylizowane na zwierzęce, jeszcze inne są zamszowe. A odkąd przekroczyłam pięćdziesiątkę, na co dzień cenię sobie wygodę”. 

A szpilki? „Oczywiście, na oficjalne wyjścia obcas wjeżdża na pełnej petardzie”, zapewnia.

Moja rozmówczyni zdradziła mi też, że od butów czasami zaczyna się wręcz budowanie całej roli. „Charakter buta determinuje sposób chodzenia, pewność siebie lub jej brak, luz albo wprost przeciwnie, jakiś rodzaj koturna i spięcie”, tłumaczy.

Dlatego jeżeli jej postać zyskałaby dzięki temu, że ma niewygodne buty, to takie by założyła. W końcu jako aktorka – tak literalnie, jak metaforycznie – wchodzi w czyjeś buty.

„Gdy zaczęłam chodzić na castingi będąc kompletnie anonimową aktorką, zorientowałam się, że trzeba zrobić coś, by z tłumu aspirujących do roli zostać zapamiętaną. Przeprowadzałam zatem takie eksperymenty, że czasami ubierałam się „pod postać”, czasami bardzo neutralnie, zachowawczo wręcz, a czasem widowiskowo, że trudno było nie zwrócić na mnie uwagi. I wtedy odkryłam, że właśnie szpilki, takie bardzo wysokie, mają swoją magiczną moc. Postanowiłam więc w te szpilki się „uzbrajać”, co dawało mi wyższość nad tymi, którzy nas castingowali. A mówię o wyższości zarówno dosłownie, jak i w przenośni, bo szpilki dodawały mi pewności siebie i pazura. A gdy już to odkryłam, to zaczęłam tego używać z premedytacją”, wspomina aktorka.

Z wiadomym dziś efektem. 

Wspólną kolekcję Małgorzaty Kożuchowskiej znajdziecie TU. https://www.rylko.com/wybor-ambasadorki

A tak wyglądała premiera kolekcji w Concept 11 na warszawskim Starym Mieście.

Michał Zaczyński i Małgorzata Kożuchowska
Rafał Gruszkiewicz, Alicja Brzyska, Kamila Zdebik
Ciao Basia, Kasia Szymanowicz, Joanna Hoffmann (Freakery)
Natalia Szymańczyk

Marcin Świderek / Elle

Michał Kot, Maciej Dąbroś. 
Gaweł Czajka (Cały Gaweł), Magda Lamparska, Maks Behr
Michał Zaczyński i Małgorzata Kożuchowska

Zdjęcia z wydarzenia autorstwa Marty Chudek, ze ścianki – Ani Zarzyckiej.

Partnerem wpisu jest Ryłko.

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a moje włoskie życie, ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories podglądaj na Instagramie <KLIK>. 

Dodaj komentarz