Islandzki poznałem tyle, co pielesze Gomułki

Moda | 10 marca 2013 | 22 komentarzy

czapka z brodą

Całkiem zasłużenie crocsy uznano za najwstrętniejszą rzecz, jaką przyniósł XXI wiek. Piankowe chodaki, dla spotęgowania swej ohydy produkowane w szkaradnie jaskrawych kolorach (choć w sumie czy ja wiem? Crocsy beżowe, czy szare są równie obraźliwe), powinny trafić na listę wstydu współczesnej cywilizacji. Obok GMO, ACTA, nalotów NATO na Belgrad, czy tekstów piosenek Ani Wyszkoni, dajmy na to.

I słusznie, że redaktorzy „Q” umieścili crocsy na szczycie swojego rankingu. Ale aż się prosi o dopisanie paru propozycji. Moda bowiem rzadko jest jakimś światem pełnym magii, jakąś mityczną Szwajcarią , czymś ładnym jak puzzle Unicefu. Moda to w gruncie rzeczy przebrany lumpeks, w którym trzeba się nagimnastykować, by znaleźć coś, co nie będzie nas upokarzało i w czym nie hańba ludziom się na oczy pokazać.

Zadziwiające, że w rankingu najupiorniejszych wytworów mody triumfują dodatki! Bo zostańmy przy butach. Nie wiedzieć czemu, rodzaj ludzki nierzadko wychodzi z założenia, że to, co od kolan w dół, nie musi mieć śladów wizualalnej przyzwoitości.  I nie chodzi o płetwy, czy tipsy. Weźmy UGG-sy. Tudzież Emu. Obuw inspirowany słoniowatością kończyn, toporny, jakby z jednego kawałka drewna wyciosany. Walonki to przy nim Blahniki.

Albo buty trekkingowe. Polski mężczyzna je kocha, założy do pracy, na ślub i na pogrzeb. Jakby jakąś więź emocjonalną sobie z butem wzajemnie wytworzyli, jakby poczucie męskości od trepów tych obleśnych jego zależało, jakby to coś wspólnego z potencją, honorem i godnością miało. Poor thing!

Ostatnio też modne bywa personifikowanie sobie obuwia. Nie, że sami wybieramy kolor podeszwy, na przykład, bo to już stara sprawa, ile nosimy buty z oczkami i buźką. Widziałem coś takiego obok mojej redakcji. Prawie łzy mi poszły, tak bolą oczy od oglądania tych interwencji.

A platformy AKA powodzianki? Wracają! A te cholerne balerinki z gumką, w których najefektowniejsza nawet lala wygląda, jakby w kapciach przeleciała się do kiosku? A potrójne podeszwy, must have szafiarek, w których wyglądają, jakby nadepnęły na hamburger? Albo creepersy, niczym specjalistyczne juniorki na receptę, dla osób o jednej nodze krótszej od drugiej.

Albo torebki. Czy te brzydkobrązowo- brzydkobrązowe, zbryzgane logiem, sprzedawane z 11-, czy 13-krotną marżą (szczegóły w „The End of Fashion: How Marketing Changed the Clothing Business Forever” Teri Agins), które w ilości sztuk trzy na jednej ręce J. Lo w jednym ze swych poniżających intelektualnie teledysków dźwiga, naprawdę nam się podobają? Wiem, wiem, oznaka statusu i tak dalej, portier w Cannes zwymiotuje na nas z pogardy, jak mu pizgniemy po oczach Samsonitem, powiedzmy.

A z drugiej strony – męskie saszetki, tyleż przykro, co zabawnie zwane pederastkami. Znam mężczyzn na poziomie. Dwa razy dziennie zmieniają bieliznę, byli w Paryżu, cali są w Lanvinach, Bottegach Venetach i Givenchy, a jak przychodzi co do czego, na bankiety chodzą z tymi skórzanymi kosmetyczkami. I jeszcze dumnie pozują z nimi na ściankach! No w życiu bym takich nie dotknął; nie wiem, jak państwo.

A sakwy przez biodro przewieszone? Dla sprzedawczyni biletów prywatnego przewoźnika Dana na trasie Słupsk – Ustka, to sprawa wygodna. Zwłaszcza w sezonie. Przebiegnie wzdłuż autobusu, zbierze po 5 zyla od pasażera i ma spokój. Ale żeby tak na co dzień? Po mieście? Albo modowy hit emploi rodaka na wakacjach za granicą – torebka na sznurku, zawieszona na szyi! Jak tylko widzę kogoś takiego w Budapeszcie, czy Rzymie, od razu przechodzę na język islandzki. Żeby – broń Boże – nie być z nim kojarzony. Choć, oczywiście, islandzki poznałem tyle, co pielesze Gomułki, towarzysza Wiesława. Czyli niekoniecznie.

I jeszcze nakrycia głowy. Skąd ten idiotyczny pomysł na obecne noszenie czapek z pomponem w knajpach? Koniecznie dopasowanych, w mocnych kolorach i do brody. Normalnie – co modna kawiarnia to potop krasnali! A myślałem, że tylko bejsbolówka odejmuje wizualnie jakąś jedną czwartą ilorazu inteligencji.

Albo czapki – kondomki. Naprawdę, nie mamy na tyle szlachetnych rysów, takich kości policzkowych jak David Bowie zaznaczonych, by nie wyglądać w nich jak seler w siatce. Albo bakłażan w szypułce; zależy kto ile pije. A te czapki BOY, które lansuje właśnie wśród swoich „Gosiomaniaków” ostatnio Gosia Andrzejewicz, co Neneh Cherry i pierwsze nieszczęsne podejścia do lat 90. przypominają? I jeszcze te akrylowe czapki stańczyka, przez panów w kurtach w podobie Alpinusa i z ortalionowymi plecakami (które powinny wyżej być opisane, ale już nie miałem zdrowia się denerwować) zakładane. W których mężczyźni wyglądają tak przygnębiająco, aż się człowiek dziwi, że istnieją kobiety, które chcą z nimi iść do łóżka. Choć może i takich kobiet nie ma, co byłoby całkowicie usprawiedliwione.

22 Komentarze

  1. M.M.
    10 marca 2013

    To jeszcze na „dobranoc” moglam sie posmiac :) jak zwykle trafnie panie Michale szczegolnie ten portier w Cannes do mnie przemowil i krasnale :) Pozdrawiam

    Odpowiedz
  2. Tomasz
    11 marca 2013

    Ta a’la czapeczka z brodą nadaje się do serialu „Zeke and Luther”, albo innej komedii. Ostatnio w hipermarkecie widziałem w promocji trampki. Musiałem podejść i się im przyjrzeć, bo myślałem, że śnię albo źle widzę. Niestety dobrze widziałem. :D

    Odpowiedz
  3. Krystyna
    11 marca 2013

    Dawno tak się nie uśmiałam. Ma Pan rację tony tego brzydactwa zalewają nas na co dzień na ulicach i salonach. Ależ ma Pan świetny satyryczny język. pozazdrościć.

    Odpowiedz
  4. Arl
    11 marca 2013

    Zastanawia mnie fenomen przedstawiania saszetek jako strasznego zła i kompletnego braku poczucia stylu. Otóż mam czasami styczność z profesjami, gdzie nie do wyeliminowania jest obrót gotówkowy (tak, wiem, prawdziwi biznesmeni operują kartami płatniczymi i przelewami z tabletów), w którym niestety banknoty nie są w stanie zmieścić się do nawet sporej wielkości portfela. Co wtedy zrobić aby móc wygodnie pracować i nie spłonąć w modowym piekiełku? ;)

    Odpowiedz
  5. Marcelina
    11 marca 2013

    Moja żona w balerinkach Repetto albo Pretty Balerinas wygląda tak zjawiskowo, że z pewnością odszczekałbyś te kapcie ;)
    Ostatnio na ulicach widuję zalew poszetek do kiepskich marynarek- chyba wolałem te buty trekingowe, bo przynajmniej były autentyczne.

    Odpowiedz
  6. anuschka
    11 marca 2013

    crocsy, ugg-sy i „vittony” to moi faworyci w kategorii koszmarów modowych, najbardziej szokującą rzeczą jest to, że niektórym ludziom to się naprawdę podoba.

    Odpowiedz
  7. Nie ubrana
    11 marca 2013

    I po co ja tu właziłam… Z polecenia OSY, a już zaczynałam ją lubić…

    Panie Michale, czy jest pan świadom faktu, że są ludzie, których podobne popisy krytykanckie jedynie prowokują do założenia wszystkich skrytykowanych części ubioru na raz? ;)

    Nie robimy tego, bo jednak nam się nie chce ;) Oraz ze współczucia dla tych nieszczęśliwych ludzi, którzy w poniżaniu innych ludzi znajdują jakąś pociechę dla siebie ;)

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      11 marca 2013

      …w poniżaniu innych ludzi? Ojej, crocsy to dla Pani ludzie? Bo że te buty z oczkami i buźką, co pokazałem, to jeszcze jakoś się tłumaczy, ale crocsy? Pozdrowienia.

      Odpowiedz
  8. Michal Marczewski
    11 marca 2013

    Wiele dziewczyn wyglada pięknie w balerinach, zwłaszcza jeżeli mają nienaganną figurę i dobrane zwiewne sukienki etc , torby LV … To kwestia gustu ( ja bym nie płakał mając kilka modeli w wersji kratka – zwłaszcza z lini beż-brąz ) – równie dobrze można skrytykowac nienormalnie drogiego „birkina” czy „Kelly” od Hermes albo mocno zwyczajne ale zawrotnie drogie torby męskie YSL… A Samsonite Black ma parę modeli które spodobają sie w Cannes :-)
    Buty trekkingowe są praktyczne i kurde bardzo męskie – aczkolwiek fajnie jak się nosi równie często półbuty itp :) bycie lalką strojną od rana do wieczora też nie jest fajne…
    Jak dla mnie zabrakło akapitu o hiphopowcach z pieluchą w kolanach, w za dużych tiszertach i z czapka na głowie ( zwłaszcza do szkoły to nie jest strój odpowiedni), o studentach w szortach biegających na wykłady(niestety często widzę studentów wchodzących do budynków uniwersyteckich w krótkich spodniach) czy o facetach obwieszonych chustami jakby wracali po 20latach medytacji w Tybecie, zakolczykowanych i zatunelowanych w imię im więcej nawiertów w uszach tym bardziej wyrażam swoją osobowość… :-)))
    Oj i koniecznie długa broda – chwilowa moda z wybiegów sprzed dwóch czy trzech sezonów zalewa/zarasta ulice chociaż mało jest facetów którym broda czy wąsy pasują… No ale jak masz brodę, wąsy i okulary kujonki to jesteś w pierwszej lidze feszynistów hihihih ( kolczyki i tłuste włosy są dodatkowo punktowane – podobnie jak spojrzenie na luk important luk internaszynal )

    Odpowiedz
  9. Anika
    11 marca 2013

    A jak ja nudzę o traperach i kurtkach Alpinusa to się nazywa, że mi się w d….e poprzewracało, dzięki Bogu, nie mnie jednej, trochę mi raźniej. A seler w siatce jest boski.

    Odpowiedz
  10. Antonia
    13 marca 2013

    Nie mam pojecia czym jest 50% skrytykowanych rzeczy.
    A co do artykulu, to racja czapki BOY i klasyczny Louie sa durna moda, ale co sie tym przejmowac tak bardzo, ubraniem ludzie odzwierciedlaja swoja przynaleznosc grupowa, status, humor, czesto cechy charakteru… i wiele innych czynnikow. Tak ze nie ma co sie dziwic i krzyczec na ludzi, ktorzy nosza Emu lub Hunters w lecie, poniewaz sa oni rezultatem udanej wielomilionowej strategii marketingowej opartej na cenie tych butow nie adekwatnej do ich piekna. Smiac sie, owszem. dlatego mamy strony takie jak faszynfromraszyn, ale tutaj widze wiecej zdenerwowania w twoim poscie niz rozbawienia…
    Tak ze ta lista/artykul powyzej nic nie wniosl do mojego zycia, od dawno wiadomo, ze co rok masom jest podawany nowy produkt na tacy, ktory idiotycznie jest kopiowany. zmienia sie tylko nazwa i produkt. Dobrze pamietam jak jeszcze 2/3lata temu taka czapka BOY London byla noszona wsrod bardzo modnych hipsterow w Londynie… Teraz wszyscy hejtuja bo nie jest juz niszowa, a nikt jej nie kwestionowal wtedy.

    A co do balerinek to lepiej „back off” od nich, to tak jak bys mowil ze „mala czarna” byla najwstretniejsza rzecza XXw. i to samo z Conversami. Conversy sa tak klasyczne, ze nie widze logicznego argumentu, ktory by przewazyl ich praktycznosc/codziennosc. Buty Geigera nie da sie codziennie nosic :) A i co do tej torebki na sznurku zawieszonej na szyi, moze nie wiesz, ale ostatnio zauwazylam na ulicy ze jest to modne wsrod hipsterow wszelkiej narodowosci.

    Pozdrowienia i mam nadzieje, ze cie nie urazilam.

    Odpowiedz
  11. Piotr
    13 marca 2013

    A ja się zastanawiam co tak naprawdę chciał Pan swoim tekstem osiągnąć? Rozumiem, że wskazane przez Pana akcesoria się Panu nie podobają – części z nich także nie darzę sympatią, ale czy to jest właściwy sposób „walki” z tym? Wydaje mi się, że najlepiej to byłoby popytać tych ludzi dlaczego zakładają taką, a nie inną rzecz, czy w ogóle robią to świadomie czy nie myślą o tym za bardzo. I to byłoby znacznie ciekawsze i bardziej nośne niż tylko wskazywanie tego palcem. Mało tego, znając powody można było by być może temu jakoś zaradzić i sprawić by polskie ulice wyglądały estetyczniej.
    No i ja jednak jestem zwolennikiem marchewki, a nie kija, czyli – przekładając na omawiany tekst – raczej pokazywać jak można robić, jak można się ubierać, wzmacniać świadomość tego, że ubiór jest istotną kwestią zwłaszcza w przestrzeni publicznej.

    No chyba, że chodziło o to, by poprawić sobie i innym humor. Jeśli tak, to czytając komentarze, widzę, że się Panu udało.

    Odpowiedz
  12. jemappelleolga
    13 marca 2013

    Właśnie przez takie posty wszystkim osobnikom „zajmującym” się modą najpierw kazałabym iść do uczciwej pracy.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      13 marca 2013

      Czyli a propos Gomułki – studenci do nauki, literaci do piór, syjoniści do Syjonu?

      Odpowiedz
  13. http://umalujsie.blogspot.com/
    17 marca 2013

    Crocsy to jest jakiś horror, na nie powinny być pozwolenia – jak na broń – i to oszczędnie wydawane… Zaś jeśli chodzi o torebki LV – również zgadzam się całkowicie. Przydarzyło mi się niedawno w pracy:
    Ja: „- Czyja to torebka, ta co tu wisi na krześle?
    - Koleżanki X.
    Ja: – O, to oryginalna, a ja myślałam, że to Pani Y., kupiona na zieleniaku…. to niech ją przytulę… patrzcie, przytulam LV… O Boże, jaka ta torebka jest BRZYDKA…”

    Odpowiedz
  14. Gabriela
    19 marca 2013

    Uwielbiam sposób w jaki Pan pisze – uśmiałam się przednio :)

    I moje ulubione zdanie: „Moda bowiem rzadko jest jakimś światem pełnym magii, jakąś mityczną Szwajcarią , czymś ładnym jak puzzle Unicefu.”

    Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  15. SpalonyTost
    19 marca 2013

    Nienawidziłam butów typu EMU, zawsze nosiłam eleganckie, wysokie buty (śnieg po kolana, a ja w botkach na 15 centymetrowych koturnach)… Chyba zmądrzałam, bo aktualnie nie wyobrażam sobie wyjścia w innych butach niż EMU, fakt są toporne, pogrubiają nogi i nie prezentują się najlepiej, ale są tak ciepłe i wygodne, że jestem w stanie wybaczyć im ich wygląd. W życiu każdego przychodzi taki moment, że opinia innych przestaje go interesować, wolę nosić ‚brzydkie’ a ciepłe i wygodne EMU (i przejść w nich pół miasta) niż ‚piękne’ wysokie buty, w których chodzenie w zimę nie tylko jest męczarnią ale też zagraża zdrowiu. Z resztą w EMU łatwiej nadążyć za małym dzieckiem.

    Odpowiedz
  16. Niech żyją KROKSY!
    21 marca 2013

    No cóż, o wiele chętniej poszłabym do łóżka z facetem w crocsach, alpinusie czy ortalionowym plecaku niż z kimś tak powierzchownym, przywiązującym wagę do wyglądu, detali i wytwornych wdzianek na każdą okazję.
    I to poczucie wyższości modowego guru! Tylko czy uzasadnione?

    Odpowiedz
  17. maga
    22 marca 2013

    Jak czytam podobne artykuły to od razu przypomina mi się wywiad z Mobym, w którym mówił że raczej unika tzw szołbizu bo nie może znieść rozmów z ludźmi którzy, zajmując się tak błahymi sprawami jak np. moda, mają poczucie że zmieniają świat :)

    Odpowiedz
  18. firmagepard
    25 marca 2013

    no i te czapki z daszkiem takie jakby za wysoko na głowie, i torebki noszone na zgietym ramieniu, a przedramie oddalone od tułowa na pół metra i ta mina „gwiazdy” :) a buty EMU może i wygodne, ale, jak w przypadku balerinek, odkształcają nogę (mówię na to platfuski). Pewnie głownym projektantem tych butów jest ortopeda – coby roboty nie stracił :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz