Za dwa rubiny diament!

- To było chyba w 1979 –  John drżącą ręką poprawia sfatygowaną bejsbolówkę, a oczy błyszczą mu jak ćwierćdolarówki. Albo jak świecznik na fortepianie obok. Jesteśmy w Museum of Liberace, oprowadzani przez emerytowane wolontariuszki. W okularach pulsujących kolorowymi diodami wpisują się w krajobraz. To w końcu Las Vegas.

John, podobnie jak ja, jest jednym ze zwiedzających. Jednak w przeciwieństwie do mnie, największego showmana w historii Ameryki poznał osobiście. We wspomnianym 1979 roku. – Pracowałem w Hiltonie przy oświetleniu jego show. Cóż to była za postać! Jakież stroje! I jakie napiwki! – wzrusza się.

Rzeczywiście, Liberace miał gest. Bisował tak długo, jak życzyła sobie publiczność. A życzyła, bo Liberace wiedział, co się podoba. Po pierwsze, blask. Wjeżdżał na scenę rolls royce’eem, misternie oklejonym lusterkami, by wyglądać jak dyskotekowa kula na kółkach. Wychodził zeń w równie połyskującej pelisie i dosiadał fortepianu, na którym skrzył się już efektowny kandelabr – znak rozpoznawczy jego performansów. Po drugie, anegdoty. W tym Liberace też był niezrównany. Ckliwe melodie, które wygrywał począwszy od lat 40., przez telewizyjną erę lat 50. (miał własne The Liberace Show transmitowane na całą Amerykę), po późne lata 70. (występ w Muppetach) i pożegnalny koncert w bożonarodzeniowym Oprah Winfrey Show w 1986 roku, poprzedzane były nawet kwadransem pysznych żartów. Najczęściej Liberace opowiadał o kolejnej zabawnej wizycie u kuśnierza, jubilera, czy w salonie samochodowym i szastaniu majątkiem. Co widownię wprowadzało w dygot z podziwu.

- Uwielbiał rozmawiać z publicznością, toteż zdarzało mu się prosić kogoś z pierwszego rzędu, by spytał go o godzinę. Gdy pytanie padało, uradowany Liberace wyjmował swój złoty, inkrustowany drogimi kamieniami zegarek i odpowiadał: „za dwa rubiny diament!”. Widownia szalała! – opowiada tymczasem wolontariuszka, a my z Johnem mijamy kolejne eksponaty, w tym kostium Neptuna – ważący 90 kilo, pokryty perłami i muszlami oraz płaszcz z szynszyli wart wówczas 60 tys. dolarów, a dziś około miliona…

John ten płaszcz widział na scenie na własne oczy, ale nieoczekiwanie to ja staję w centrum uwagi zwiedzających. Okazuje się, że jedyny potrafię poprawnie wymówić imię Liberacego: Władzio. Emerytki aż podskakują z zachwytu! Oto bowiem urodzony w 1919 roku Liberace miał polską matkę – Franciszkę Żuchowską. Włochowi Salvatore Liberacemu powiła dziecię, które blisko sto lat później uznane będzie za protoplastę popkulturowego kiczu: od Eltona Johna, przez Army of Lovers po Lady Gagę.

Protoplastę – trzeba dodać – zbyt ekscentrycznego jak i na obecne czasy. Film Stevena Soderbergha „Behind the Candelabra” (polski tytuł: „Wielki Liberace”) z Michaelem Douglasem w roli Liberacego i Mattem Damonem jako jego kochankiem okazał się zbyt… campowy i gejowski dla Hollywood i ostatecznie nie będzie wyświetlany w kinach w USA. Paradoksalnie, w Polsce znalazł dystrybutora i właśnie wszedł do kin.

I pomyśleć, że początkowo wielki Władziu (dla przeciwwagi, nasz drugi rodak – artysta przybrał na emigracji pseudonim Mały Władziu) był skromnym protege Ignacego Paderewskiego. No, ale tego już nikt nie pamięta. Podobnie jak faktu, że błogosławieństwa Liberace’owi udzielił sam Jan Paweł II…

LiberacePs. Wkrótce po mojej wizycie Museum Of Liberace w Las Vegas zamknięto z przyczyn finansowych. Lucky me!

Felieton ukazał się w Fashion Magazine #43

4 Komentarze

  1. matt
    4 grudnia 2013

    Widziałem film. Nie jest to arcydzieło kina, ale na pewno wart polecenia choćby ze względu na scenografię, no i te kostiumy. Złoto przepych, luksus kapie w każdej ze scen. A sam Liberace mógł by być inspiracją dla wielu gości na pokazach FFWP Poland;) Zgadzam się, że film kampowy ale to tylko jeszcze bardziej dodaje mu uroku. Douglas i Damon rewelacyjnie oddali klimat tamtych lat.
    Co do incydentu z JPII nie miałem pojęcia – ale też nie jestem nim szczególnie zaskoczony;)

    Odpowiedz
  2. Marula
    4 grudnia 2013

    No szczęściarz z Pana, że udało się obejrzeć muzeum Władzia. Wierzę na słowo bo Pan się przecież zna :) i wie co warto obejrzeć , jaki portal śledzić. Gratuluję. Prawdziwy szczęściarz z Pana eh

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      4 grudnia 2013

      No szczęściarz. Nabyłem też serię efektownych pocztówek z Władziem w wannie. Ale co do portali, to właśnie nie wiem zbytnio, które śledzić.

      Odpowiedz
      • Marula
        4 grudnia 2013

        Przecież Pan wie bo się zna. Newseria Lifestyle is a must! Faceci tam może i nie występują, ale za to śledzą, posty na blogach piszą. Eh nie ma co, trzeba się znać. Obecnie to pewnie mało kto zbiera pocztówki, więc nie tylko efektowne ale i cenne. Pozdrawiam :)

        Odpowiedz

Dodaj komentarz