Co dalej? Moda po koronawirusie cz. 1. Co będziemy nosić, a co przestaniemy? Gdzie, jak i po ile będziemy kupować? Jak pandemia wpłynie na nasze potrzeby i gust?

Moda, Proponowane | 17 kwietnia 2020 | 42 komentarze

Zmieni się. Może nie wszystko, jak wieszczą żyjące z sensacji (i clickbaitów) media, ale na pewno sporo. Także w kwestiach mody. Oto moje obserwacje i prognozy. Oby choć część z nich się nie sprawdziła.

Cofniemy się. Niestety. Na przykład, w kwestiach ekologii. Firmy, które myślały o wprowadzeniu przyjaznych środowisku kolekcji, odłożą to na bliżej nieokreśloną przyszłość. Takie zmiany bowiem – choć opłacają się wszystkim – początkowo zawsze generują wydatki: od researchu przez kosztowniejsze tkaniny (nie chodzi przecież tylko o organiczną bawełnę, ledwie o 5 proc. droższą od zwykłej) po marketing. Teorię tę potwierdził Francois Souchet, szef projektu Make Fashion Circular w bodaj najistotniejszej dziś dla pro-ekologicznego postępu branży mody Fundacji Ellen MacArthur. 

Do łask wróci to, co jednorazowe, sztuczne, chemiczne, bo wirusa będziemy bać się bardziej niż toksyn i zaśmieconych plastikiem oceanów. Ekoentuzjaści będą mieli zatem cieżko, bo to nie są czasy racjonalnych argumentów. Może z wyjątkiem obrońców praw zwierząt. Koronawirus przyspieszy agonię futer; fermy i futrzarskie domy aukcyjne jeszcze przed nim notowały historyczne spadki. A fatalne warunki sanitarne, w jakich te zwierzęta są przetrzymywane, będą budzić wiadome skojarzenia i strach.

Nie przeniesiemy się też, choć wielu z nas – w tym Li Edelkoort – to się marzy, do lat, gdy wytwarzano lokalnie i etycznie. Może w Holandii, Szwecji i kilku innych zamożnych krajach, zamieszkałych przez świadome społeczeństwa.

Jakiś odsetek Polaków będzie oczywiście zwracał uwagę na to, co ma w szafie. Czynił to jednak i przed pandemią; teraz ich zakupy będą jeszcze bardziej rozsądne.

Trzeba jednak mieć świadomość, że nikt, kto stracił pracę, część dochodów lub boi się o ich utratę w najbliższych miesiącach (czyli pewnie jakieś 90 proc. z nas) nie pobiegnie do sklepu po wegańskie trampki czy bluzki z certyfikatami. W czasach niepewności mało kto pomyśli o lokalnych spółdzielniach szwaczek czy o zasadach fair trade.

Wyjątkiem będą marki od podstaw zbudowane na powyższych wartościach, o czym więcej w kolejnym wpisie.

Bieda napędzi klientów sieciówkom. Kupią w nich coś choćby po to, by się pocieszyć. Skoro nawet w najzamożniejszych dzielnicach ustawiamy się w godzinne kolejki pod Biedronkami i Lidlami zamiast pomóc małym sklepom czy bazarom, tym bardziej trudno wierzyć, że w kryzysie szlachetnym gestem wspomożemy autorskie marki.

Mimo pauperyzacji społeczeństwa lumpeksy w obecnym wydaniu stracą – na jakiś czas – na atrakcyjności. Bo kto w tych rzeczach chodził, kto je dotykał? Brzmi irracjonalnie? Bingo, witamy w świecie po pandemii! Co innego second handy z wyselekcjonowanym towarem i lumpeksy online wysyłające używaną rzecz kurierem, bez otoczki w postaci upchanych na wieszaku ponad prawa fizyki tekstyliów czy charakterystycznego zapachu, przypominającego nam, że cały ten towar raz już miał swoich właścicieli.

Wypożyczalnie ubrań? Jeszcze gorzej. Szefowa Rent the Runway, najsłynniejszej wypożyczalni w USA, jeszcze całkiem niedawno przewidywała, że biznes ten dorówna obrotom Zary. Szybko to się nie stanie; o ile wypożyczalnie w ogóle przetrwają. Ich abonamenty są drogie, a pokazać się w efektownych strojach nie ma gdzie, bo imprez brak, a praca przeniosła się do sieci. I z niej w znaczniej mierze już nie wróci.

Koronawirus ostatecznie rozprawi się z korporacyjnym dress codem. Biznesowy garnitur? Garsonka? Co za absurd.

W „Polityce” pisałem o tym zresztą już w sierpniu ubiegłego roku (patrz: TU), a na potrzeby tamtego tekstu zleciłem ogólnopolskie badania (o wadze jakościowego dziennikarstwa w kontrze do wyrobnictwa medialnego wypowiem się w kolejnym wpisie). Po przymusowej izolacji tylko część z nas wróci do biur; reszta zostanie w home office.

Przekonaliśmy się, że bez dojazdów, pana kanapki, lanczy z bemarów i ględzenia mało lotnych kolegów z działu, życie też ma sens.

Tym bardziej, że można pracować w wygodnych bluz(k)ach, koszulach, sweterkach, a dół nie jest istotny, bo jego podczas wideokonferencji nie widać. Ci, który zostaną w firmach, a nie zajmują najwyższych stanowisk, ewentualnie zarzucą na T-shirt sportową marynarkę; kobiety zaś wybiorą uniwersalne sukienki z przyjemnej dzianiny. Garnitury będziemy zakładać na ślub oraz ot tak, dla frajdy, bo lubimy w nich chodzić i bo do tej pory nie wymyślono niczego korzystniejszego dla męskiej sylwetki niż marynarka.

Nie znaczy to, że będzie już tylko zgrzebnie. Po pierwsze, niewykluczone, że kreatywna branża mody będzie chciała odreagować tragiczną sytuację w jakiej się znalazła, a ludzie powetować nudę zaznaną podczas izolacji. Będzie to czas ekstrawagancji, dowcipu, wszystkiego over the top. Nie tylko w kolorach i formach masek i przyłbic niczym z klipu Kylie Minogue.

Po drugie, ludzkość nigdy nie przestanie marzyć. Ciszę miast choćby na chwilę wypełni stukot szpilek, gdy tylko ich właścicielki opuszczą izolację. Rozmawiałem właśnie przez wideoczat z zamkniętą w swoim domu w Rimini Arianną Casadei, przedstawicielką rodzinnej luksusowej marki butów (do obejrzenia m.in. TU.) Powiedziała mi, że w pierwszych tygodniach epidemii skoczyła im sprzedaż właśnie szpilek.

Casadei

Z pewnością też kobiety założą to, co mają w szafach najładniejszego, w tym eleganckiego. Drzewiej tak bywało. To przecież po II wojnie światowej zmęczone szarością, ubraniami noszonymi po własnych mężach czy ojcach, znów zapragnęły wystawności, fantazyjnych kapeluszy, wyraźnie zaznaczonej talii i gorsetów – wszystkiego czego nie miały ani podczas wojny, ani wcześniej, gdy Chanel wylansowała styl chłopczycy. Niepraktyczny „New Look” Diora nie trwał jednak długo.

Nie sądzę więc, by popandemiczny szyk długo utrzymał się i teraz. Sneakersy, na które szał jakby się uspokoił, podobnie jak plecaki, dzianiny, puchówki i wszystko, co wygodne i utylitarne tylko zwiększą swoją przewagę nad bardziej wyrafinowaną garderobą.

Zresztą: lubimy myśleć o sobie, że cenimy elegancję, niczym zdrowaśkę klepiemy, że moda przemija, a styl pozostaje, lecz i tak co roku coraz rzadziej chce nam się stroić.

Z nielicznymi wyjątkami elegancja zniknęła lata temu.

Athleisure (strój na siłownię, ale i na czas wolny; z ambicją do mody), które wydawało się być już nieco przebrzmiałe, wróci ze zwielokrotnioną siłą.

Zaczniemy specjalnie kupować ciuchy po domu, które przestaną być synonimem tego, co już trochę sprane, może za duże, w niezbyt lubianym kolorze, czego nie żal ubrudzić, zadrzeć, ale w czym już głupio było wyskoczyć do warzywniaka. Dziś głupio będzie otworzyć w nich drzwi kurierowi. Zresztą już teraz kupujemy. Co konkretnie? To zależy już od kraju. W Wielkiej Brytanii o 160 proc. wzrosła sprzedaż pidżam, w Chinach o 283 proc. – bluz z kapturem, we Włoszech – bielizny.

Przewiduję też zmierzch logomanii i umiarkowane – bo z tego ludzkość nie zrezygnuje nigdy – epatowanie markowymi akcesoriami i charakterystycznymi modelami drogich ubrań i dodatków. Pobłyskiwanie zamożnością, bo przecież o to chodzi w T-shircie Gucciego za 1500 złotych, będzie kiepsko postrzegane.

I owszem: dla młodych pokoleń ubrania z logotypami to oznaka przynależności do „gangu” (patrz: #balmainarmy i tym podobne). Tyle że jeśli nadal będziesz doń należeć, to znaczy że kryzys cię ominął. A skoro cię ominął, nie możesz wzbudzać powszechnego zaufania bez względu czy masz coś na sumieniu czy nie. Czas popandemiczny wymagać będzie solidarności z ofiarami wirusa, tak fizycznymi jak ekonomicznymi. A już na pewno taktu.

Chwalenie się metkami będzie też nierozważne, bo niemal pewnym jest, że wzrośnie przestępczość. Bieda wszak zwykle rodzi przemoc.

Żeby nie kończyć pesymistycznie: przeprosimy się z krawcowymi, szewcami, pralniami. Mieliśmy dużo czasu – i będziemy go jeszcze mieć – by przejrzeć garderobę i uznać, że w niepewnych czasach może lepiej coś naprawić, skrócić, wyczyścić niż kupić nowe.

Uświadomimy też sobie, jakie ubrania lubimy. Zorientujemy się, które z nich dobrze nam służyły, były trwałe i pasowały do niemal wszystkiego. Przyjrzymy się też samym markom ubrań. Izolacja to dla nich test; ja już wiem, które z mojej szafy go zdały.

O wierności markom, o tym, co je czeka, które z nich mogą przetrwać i pod jakimi warunkami, przeczytasz w części 2. Czytaj TU.

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Fot: Cheng Feng, Daniel Ramos i Kamil Feczko @ Unsplash

42 Komentarze

  1. Katarzyna Zajączkowska
    17 kwietnia 2020

    Dzięki za ten tekst. Rzeczowo i rozsądnie- jak zawsze:) Zgadzam się poza jednym wyjątkiem: „Zresztą: lubimy myśleć o sobie, że cenimy elegancję, niczym zdrowaśkę klepiemy, że moda przemija, a styl pozostaje, lecz i tak co roku coraz rzadziej chce nam się stroić.” Myślę (i widzę po sobie), że ta mniejsza skłonność do strojenia przychodzi po prostu z wiekiem i nie dotyczy nas globalnie. Wielu nadal się „stroi”, choć zmieniają się ubrania i styl faktycznie stawia bardziej na komfort. Wizerunek jest jednak dla wielu ludzi bardzo ważny, choć pewnie w czasach domowej kwarantanny niektórzy dojdą do wniosku, że bez sztucznych rzęs i godzinnego make-upu też da się żyć i nawet wyjść do Biedry. Pozdrawiam z tonącego okrętu odpowiedzialnamoda.pl 😉

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      17 kwietnia 2020

      „Strojenie” powiązałem tu akurat z elegancją. Co do Biedry – widzę małą rewię mody; sam zakładam garnitur idąc po pieczywo, bo żal mi go w szafie. Proszę nie tonąć!
      Zdrowia i perspektyw! M

      Odpowiedz
      • Raf
        19 kwietnia 2020

        …właśnie. Stroimy się chociaż do tej Biedry po bułki. Ja od dziś tylko w marynarkach.
        Thx.

        Odpowiedz
  2. Madi
    17 kwietnia 2020

    Bardzo ciekawy artykuł, poproszę o więcej!

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      17 kwietnia 2020

      w poniedziałek! A jeśli odzew będzie nadal tak ogromny to może i część III ?

      Odpowiedz
      • AnnaM
        18 kwietnia 2020

        Proszę myśleć już o IV. Wczoraj weszłam tu po raz pierwszy i już zostaję.
        Czekam na poniedziałek:-)

        Odpowiedz
        • michalzaczynski
          19 kwietnia 2020

          Masz tu, na moim blogu, artykuły z dziewięciu lat plus ogromne archiwum moich tekstów w zakładkach Publikacje i Publikacje online. Zapraszam 🙂

          Odpowiedz
  3. Joanna
    18 kwietnia 2020

    Fajnie się czyta, takich informacji szukałam. Czekam na kolejne części!

    Odpowiedz
  4. Katarzyna
    18 kwietnia 2020

    Brakuje mi właśnie takich rzeczowych, patrzacych w przyszłość artykułów ale już w nowej rzeczywistosci po koronawirusie,które pokażą dokąd to idzie….Super.Prosze dac nam więcej artykułów.

    Odpowiedz
  5. Joanna
    18 kwietnia 2020

    Szczera prawda Świetny tekst Poproszę więcej 😉

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      18 kwietnia 2020

      Już w poniedziałek

      Odpowiedz
      • Domi
        18 kwietnia 2020

        A co z ubraniami z drugiego obiegu?
        I nie wiem czy krawcowe wrócą do łask bo ceny u krawcowej potrafią być wyższe niż nowych rzeczy. Nawet przerobienie czy naprawienie starej rzeczy może kosztować połowę nowej 🤷‍♀️ Ja tam buty zawsze naprawiam do końca, bo wygodne buty to skarb.
        Myślę, że jeśli będziemy mieć więcej czasu to cześć osób może zacznie szyć sama tak jak robią chleby, ale umówmy się nie wszyscy mają zdolności i ochotę 😉

        Odpowiedz
        • michalzaczynski
          19 kwietnia 2020

          Jeśli kupujemy porządne rzeczy albo udaje nam się zapolować na fajne na dużych wyprzedażach, to nie żal pieniędzy na przeróbki czy poprawki. Piszesz: „Ja tam buty zawsze naprawiam do końca, bo wygodne buty to skarb” – ja też! Ale to oznacza, że oboje mądrze je kupujemy 🙂

          Odpowiedz
  6. Inez
    18 kwietnia 2020

    Mnie tutaj zabrakło tematu związanego z ludźmi, którzy kupili maszyny do szycia by szyć początkowo maseczki.
    Spotykam się z tym, że obecnie sporo osób ma pomysł na szycie sobie samemu, tworzenie różnych oryginalnych rzeczy.
    Ogólnie bardzo ciekawy artykuł!

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      19 kwietnia 2020

      Chałupnicze rozwijanie hobby to trochę inny temat; ale może i to opiszę. Dzięki!

      Odpowiedz
      • Agnieszka
        21 kwietnia 2020

        Niekoniecznie chałupnicze 😉 skończyłam parę lat temu kursy szycia w SAPU w Krakowie i tak szyłam sobie od przypadku do przypadku, głównie się frustrowałam, bo to jednak wprawy trzeba, potem już tylko małe naprawy i poprawki, no i teraz odkurzyłam maszynę, bo zwyczajnie mam więcej czasu, no i rodzina jednak molestuje o maseczki 😉

        Odpowiedz
  7. Marta
    18 kwietnia 2020

    Bardzo miło poczytać o czymś innym niż zagrożenie koronawirusem. Oczywiście obszar mody wydaje się tematem odległym i mniej ważnym , ale dla mnie jest linkiem do ,, dawnego” życia. Wiele trafnych spostrzeżeń . Będę czytać 🙂

    Odpowiedz
  8. Marta_wu
    18 kwietnia 2020

    Ciekawy punkt widzenia. Tez myślałam o tym ostatnio i wydaje mi się, że jednak zainteresowanie zakupem lepszych jakosciowo produktów rodzimych wytwórców wzrośnie z uwagi na własnie solidaryzowanie się z poszkodowanymi firmami, a także z uwagi na widocznie wzrastająca niechęć do „obcych” ktora moze takze przełożyć sie na niechęć do zagranicznych wytwórców. Zastanawia mnie też jak będzie wygladala sytuacja zakładów fryzjersko-kosmetycznych… Bo czy po miesiacach izolacji część z nas nie dostrzeże w koncu wartosci w swoim nie upiększanym wyglądzie? Czy naturalne paznokcie, brwi i rzęsy oraz kolor włosów nie wrócą do łask? Choc moze to tylko moje marzenia podsycane zaobserwowanym wsród rodaków pędem do natury (walka o dostep do lasow, zwiekszone zainteresowane domowo-balkonową hodowlą roślin itd.).

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      19 kwietnia 2020

      1. tak, w dalszej perspektywie wzrośnie. O ile małe firmy do tego czasu przetrwają.
      2. nie sądzę; pobiegniemy do fryzjerów, kosmetyczek, manikiużystek. Będziemy mieli dość swego zaniedbania; poza tym w takich zakładach się relaksujemy, czujemy, że ktoś o nas dba. Jestem pewien, że do tych usługodawców ustawią się długie kolejki. Choć zrezygnujemy z najdroższych zabiegów.
      3. „zwiększone zainteresowane domowo-balkonową hodowlą roślin” – mój przypadek! Nigdy nie miałem takich narcyzów, anemonów, niezapominajek 🙂

      Odpowiedz
  9. Mikołaj
    18 kwietnia 2020

    Ja zawsze uważałem, że dobry garnitur to taki elegancki dres – tak samo wygodny, raczej nie odejdziemy od klasyki ubioru. Co do ekologicznych tkanin to zgadzam się z autorem – branża modowa to jeden z największych trucicieli środowiska naturalnego. Moje pojęcie o modzie nie jest duże ale zawsze krzywię się jak jakaś marka chce mi wcisnąć spodnie ze składem 100% poliestru za chorą cenę. A jeżeli chodzi o wspieranie rodzimych marek modowych to jestem jak najbardziej za, dochodzą tutaj jednak czynniki prawno/podatkowe, przedsiębiorcy (tacy jak wymienieni w artykule szwaczki, krawcowe, szewcy) powinni płacić mniejsze podatki i inne daniny, żeby mogli konkurować cenami i rozwijać swoje zakłady co w obecnej sytuacji i kierunku politycznym jest trudne. I na koniec bardzo niszowe przemyślenie, powinniśmy wspierać również branżę futrzarską w końcu daje ona wiele miejsc pracy i jest silną gałęzią naszej gospodarki.

    Odpowiedz
  10. magdalena
    18 kwietnia 2020

    Rzadko kupuję nowe rzeczy, jestem z tych co przerabiają i wykorzystują to, co mają w szafie, więc raczej u mnie nic się nie zmieni 🙂 Do lumpeksów też zamierzam zaglądać jak zwykle 🙂

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      19 kwietnia 2020

      I fajnie! Jeśli już kupować – to porządne rzeczy, jeśli tylko nas stać.

      Odpowiedz
  11. Moni
    18 kwietnia 2020

    Bardzo dobry artykuł.

    Odpowiedz
  12. Ania
    19 kwietnia 2020

    Dziekujemy za artykul! A jak Pan uwaza, jakie perspektywy maja biznesy typu Bazar Miejski? Z jednej strony pewnie duzo osob zrobilo porzadki w szafach I z checia pozbylo by sie czesci urban. Z drugiej pisze Pan o leku przed odzieza z drugiej reki? Pytanie tez jak zachowa sie Fast Fashion. Czy czeka nas festival znizek I wyprzedazy?

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      19 kwietnia 2020

      Powinny mieć świetne; tu lęku nie będzie o tyle, że widzimy kto sprzedaje swoje ubrania; nie jest to anonimowe ani w ilości przerastającej klienta. Gorzej z obostrzeniami; targów imo w tym roku nie będzie; co innego wyprzedaże garażowe i kiermasze na świeżym powietrzu. Tak; wyprzedaże są przesądzone. Ale młode niezależne marki nie zrobią dużych obniżek bo natychmiast przyzwyczają do tego klientów.

      Odpowiedz
  13. Mateusz
    19 kwietnia 2020

    Super artykul. Wrócę po więcej!

    Odpowiedz
  14. Czytelnia: moda, książki, radio i marketing | Anna Fit - Kulturalny Blog
    19 kwietnia 2020

    […] Co dalej? Moda po koronawirusie cz. 1. Co będziemy nosić, a co przestaniemy? Gdzie, jak i po ile … […]

    Odpowiedz
  15. Agata
    20 kwietnia 2020

    Ostatnio widziałam stylówkę znajomej, która idealnie dopasowała maseczkę (szytą własnoręcznie) do całości stylizacji. Super świadomość modowa i pomysł, na który chyba bym nie wpadła 🙂 Nawet w czasie wirusa jest czas na modę!

    Odpowiedz
  16. Aga
    20 kwietnia 2020

    Jestem fanką lumpeksów i nie wyobrażam sobie abym mogła z nich zrezygnować. Często udaje się kupić solidną i jedyną sztukę za małe pieniądze.

    Odpowiedz
  17. Emilia
    20 kwietnia 2020

    Niech żyją kreatywni, to ich czas, bez nowych kolekcji, wzorów i sztamp nic nie będzie demodè…

    Odpowiedz
  18. Zuzanna
    21 kwietnia 2020

    Bardzo dobry artykuł. Z mojego prywatnego doświadczenia- zrobiłam wszystko by pracować tak jak lubię- czyli jako elegancka dresiara. Uwielbiam bawełnianą i lniana dzianinę. Zwracam uwagę na eko-jakość, fair trade i lokalne szycie. Z tym ostatnim może być kłopot, moje ulubione polskie marki wyprzedają się i nie pokazują choćby zalążków nowych kolekcji. Może to brak tkanin, pochodzących z Włoch, może strach? Trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na ich powrót. Od zawsze szanuję ubrania i noszę je długo, więc w razie gdyby nie było mnie stać, po prostu będą bardziej sprane 🙂 W naszej firmie dresscode, to słowo klucz 🙂 Każdy w dresie :-), czy jak mu jest wygodnie. Klientów mamy jedynie via internet, a dla trzech zmęczonych kurierów nie ma się co stroić. Cały dzień w ruchu wymaga wygodniej odzieży. Dodatkowo w większości to kobiece grono- brak ciuchowej rewii mody wpływa pozytywnie na morale :-)Nie zdziwię się, jeśli miałaby taka tendencja się rozszerzyć. Postrzegam to jako swego rodzaju luksus. W kwestii kreatywności- to już się dzieje 🙂 W sklepie oferujemy koraliki i półfabrykaty do biżuterii i wbrew naszym początkowym oczekiwaniom sprzedaż nie spadła, wzrósł za to popyt na porady dla początkujących i wirtualne oprowadzanie po sklepie. Z modowo- biżuteryjnych przewidywań- spadnie liczba fanek długich kolczyków, źle się to nosi z maseczką 🙂

    Odpowiedz
  19. Prasówka - informacje ze świata mody #131 | retail&fashion
    24 kwietnia 2020

    […] CZYTAJ WIĘCEJ […]

    Odpowiedz
  20. Anna
    15 maja 2020

    Nie zgadzam się że moda wróci do tandety.koszt akrylu to 5 zł przy cenach hurtowych jakieś 2 zł chinczycy pracują za dolara.wiec produkcja tandety to oszustwo.who po badaniach stwierdzili że wirus najdłużej trzyma się na plastiku.Poza tym co do czystości to szyja Chińczycy którzy jedzą szczury i też mają choroby.niech Pan nie dotyka bankomatów poręczy nie jadą w restauracji tam też są wirusy

    Odpowiedz
  21. Anna
    15 maja 2020

    A co do dresów i chodzenia po ulicy w piżamach to też wątpię sterylne ubrania w domu są ważne a jak wracamy to się przebieramy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz