„Projektuję historie, doświadczenia i emocje, a ubranie jest ich naturalnym nośnikiem” – Inez Wicher o swoich kostiumach do pokazanego własnie na Biennale w Wenecji spektaklu baletowego Emanuela Gata i o kolekcji Pre-Fall 2026 MON MARSEILLE.

Inez Wicher stworzyła kostiumy do „Five Days in the Sun” („Cinq jours au soleil”) – najnowszego spektaklu francuskiego choreografa Emanuela Gata*. Przedstawienie, którego premiera odbyła się w Montpellier ku zachwycie krytyki**, właśnie pokazano na Biennale w Wenecji. 

Pomyślałem, że to idealny moment, by poprosić Inez o nieco (dokładnie 10) refleksji. Nad pracą przy spektaklu, nad samą fascynacją baletem i Gatem oraz o nowej kolekcji pre-fall, będącą w pewnym sensie tej fascynacji konsekwencją. Zwłaszcza, że rzadko się zdarza, by polska projektantka odpowiadała za kostiumy do nowej produkcji twórcy tej rangi prezentowanej następnie na najbardziej prestiżowych scenach tańca współczesnego w Europie.

Zanim jednak – kilka zdań o „ „Five Days in the Sun”.

Jego punktem wyjścia jest V Symfonia Gustava Mahlera cis-moll. Spektakl prowadzi widza przez bogaty krajobraz emocjonalny – od światła do ciemności, od rozpaczy do radości, od napięcia do ukojenia.

Światło jest skądinąd jednym z kluczowych elementów projektu. Jego źródła poruszają się fizycznie podczas przedstawienia, tworząc własną linię dramaturgiczną i wpływając na sposób postrzegania ruchu oraz relacji pomiędzy tancerzami.

„To właśnie ten sposób myślenia okazał się mi szczególnie bliski. W końcu moja twórczość od lat koncentruje się wokół relacji pomiędzy ciałem, światłem i ruchem”, mówi Inez.

Efekt? Kostiumy zaprojektowane jako forma mody kinetycznej, reagującej na ruch, światło i powietrze.

„Świadomie ograniczyłam środki wyrazu. Dominującym kolorem stały się odcienie zbliżone do ludzkiej skóry. Na tym tle pojawiają się jedynie pojedyncze akcenty dramaturgiczne: czerwień wprowadzająca napięcie oraz czerń budująca głębię i ciężar.

Do tego dodałam ręcznie konstruowane obroże z zamków, łańcuchów oraz fragmentów zapięć. W spektaklu opowiadającym o grupie stają się subtelnym znakiem indywidualności.

Szczególne znaczenie odgrywa jedwab – materiał, który porusza się wolniej niż ciało tancerza. Kiedy performer wykonuje gest, tkanina pozostaje jeszcze przez chwilę w poprzednim miejscu, zapisując ślad ruchu. Dzięki temu wokół tancerzy powstają efemeryczne formy zbudowane ze światła, powietrza i materii”, opowiada projektantka.

Niniejszym oddaję jej głos.

1. Zawsze interesowało mnie, jakie emocje wywołują ubrania.

Jak wpływają na człowieka? Jak zmieniają jego sposób poruszania się i postrzegania samego siebie? Projektuję historie, doświadczenia i emocje, a ubranie jest ich naturalnym nośnikiem. Myślę, że właśnie dlatego tak naturalnie weszłam w świat tańca.

2.Nie wierzę, że moda istnieje sama dla siebie. 

Od zawsze rozwijała się w dialogu z architekturą, muzyką, teatrem i tańcem, w określonym czasie. To właśnie na styku różnych dziedzin powstają najciekawsze rzeczy.

Nie lubię komunału, że „moda jest sztuką”. Ono wydaje mi się zbyt proste. Bardziej interesuje mnie moment, w którym moda zaczyna rozmawiać z innymi dziedzinami.

3. Ruch zmienił moje projektowanie.

Dopiero obserwując tancerzy zrozumiałam, że ubranie kończy się wtedy, kiedy zaczyna się poruszać.

To był dla mnie czwarty wymiar projektowania. Przestałam zadawać sobie pytanie: „Jak wygląda sukienka?”. Zaczęłam pytać: „Co dzieje się z przestrzenią, kiedy człowiek zaczyna się poruszać?”.

Projektując dla klienta staramy się zachować kontrolę jak najdłużej. Projektując dla tancerzy trzeba tę kontrolę oddać. Musiałam zaakceptować, że od pewnego momentu to już nie ja kończę projekt. Kończy go ruch.

4. Co projekt znaczy dla mnie?

Po raz pierwszy zobaczyłam VICHER oczami świata. Na próbach byli artyści z wielu krajów. Mówili różnymi językami. Później media pisały o spektaklu również w różnych językach. A mimo to wszyscy rozumieli ten sam przekaz formy, ruchu i emocji. To było dla mnie ogromne potwierdzenie, że VICHER nie potrzebuje tłumaczenia.

5. Dlaczego w ogóle balet?…

Podczas studiów na ASP w Łodzi realizowałam projekt z nim związany, więc początkowo była to przede wszystkim fascynacja estetyczna i wizualna. Pociągała mnie linia ciała, dyscyplina ruchu, kostium, scena i cała niezwykła architektura baletu.

Kiedy miałam trzydzieści kilka lat, poczułam potrzebę, żeby sama wejść w ten świat fizycznie i zaczęłam chodzić na zajęcia. Później życie miało różne etapy i na pewien czas przerwałam, ale kilka lat temu wróciłam do szkoły Anny Niedźwiedź. Właściwie zaczynałam niemal od początku, a dziś jestem już w grupie zaawansowanej i uczę się tańczyć na puentach. Moim nauczycielem był Alan Nascimento, solista Teatru Wielkiego w Poznaniu.

… 6. i co mi daje?

Balet uczy dyscypliny, koncentracji i uważności, ale jednocześnie daje wolność. Pozwala lepiej poznać własne ciało, przekroczyć jego ograniczenia i na chwilę odłączyć się od wszystkiego, co dzieje się wokół. Wymaga takiego skupienia, że podczas zajęć nie ma miejsca na codzienny chaos, pracę ani problemy. Po tańcu czuję w głowie przestrzeń i ciszę. Dlatego to jest dla mnie forma oczyszczenia.

7. Jak poznałam Emanuela Gata?

Najpierw byłam jego widzką i fanką. W 2009 roku zobaczyłam w Operze Garnier w Paryżu wieczór baletowy m.in. z jego choreografią. Jego język ruchu, sposób budowania formy, kostiumy i cała estetyka przedstawienia były czymś zupełnie innym od tego, co znałam wtedy z polskich scen. W tamtym czasie dużo jeździłam na spektakle baletowe do Warszawy, Bydgoszczy i innych miast, w Paryżu zobaczyłam jednak zupełnie inny świat. Taniec współczesny połączony z klasyką, który nie próbował być dekoracyjny ani dosłowny, tylko budował własny język emocji, napięcia i ruchu. To pozostawiło we mnie ślad. 

Nasze drogi z czasem przecięły się dzięki środowisku tańca. Przez kolejne lata mieliśmy okazję kilka razy rozmawiać i obserwować nawzajem swoją pracę.

Emanuel znał moje kolekcje, sposób budowania formy, pracę z kolorem i moje myślenie o ruchu. Dlatego kiedy zadzwonił do mnie z propozycją współpracy, nie był to przypadkowy wybór. Później przyjechał również do mojego atelier, żeby zobaczyć mój warsztat i sposób pracy.To był jeden z tych momentów, kiedy coś, co przez lata istniało jako fascynacja, nagle stało się realnym spotkaniem twórczym.

8. Emanuel od lat mieszka i tworzy w Marsylii. 

Myślę, że nie jest to przypadkowy wybór, bo Marsylia ma energię zupełnie inną niż pozostałe miasta Lazurowego Wybrzeża. Nie każdy ją polubi, bo jest intensywna (ale ja też jestem intensywna, więc czułam się tam bardzo naturalnie), surowa i bezpośrednia. Nie ma w sobie pocztówkowej elegancji Nicei czy innych nadmorskich kurortów. 

Jest za to niezwykłą mieszanką wolności, barw, swobody i kultur. W Marsylii wszystko jest mocniejsze: barwy, dźwięki, obecność ludzi i energia ulic. To miasto niemal bije po oczach kolorem, otwartością i wolnością.

Właśnie dlatego tak często wybierają je artyści francuscy jako miejsce do życia i pracy. Marsylia daje przestrzeń do tworzenia poza schematem.

9.Nie planowałam stworzyć kolekcji inspirowanej tym miastem. 

Dlatego MON MARSEILLE nie jest kolekcją o Marsylii, lecz o tym, co Marsylia we mnie uruchomiła. Dała mi pewność, że twórczość potrzebuje czasem zmiany miasta, ludzi i kultury. To był twórczy reset.

10. W MON MARSEILLE znalazł się print inspirowany Zofią Stryjeńską.

Do tej kolekcji miałam przygotowaną inną ilustrację, jednak kiedy przyszły nowe wydruki ze Stryjeńską, położyłam je intuicyjnie obok granatowych pasków i nowych form, nad którymi właśnie pracowałam. I nagle wszystko zaczęło do siebie lgnąć. Rytm ilustracji, marynarskie pasy, intensywność kolorów i rzeźbiarskie sylwetki stworzyły połączenie, którego wcześniej nie planowałam, ale które od razu wydało mi się naturalne, mocne i świeże.

Bardzo ważnym kontekstem stała się również moja wizyta w Mucem, muzeum poświęconym cywilizacjom Europy i Morza Śródziemnego. Zobaczyłam tam, jak różne tradycje, symbole, kostiumy, ornamenty i formy docierały do Marsylii z wielu stron świata, a następnie właśnie tam zaczynały się mieszać, przenikać i tworzyć nowy język.

Najmocniej uderzyły mnie kwiaty, hafty, folklor, intensywność koloru oraz sposób opowiadania poprzez wzór. W jednej przestrzeni spotykały się wpływy Algierii, Afryki Północnej, Bałkanów, Grecji, Turcji i innych kultur połączonych historią Morza Śródziemnego. Zobaczyłam, że folklor nie musi być zamknięty w jednym kraju ani w jednej geografii. Może podróżować, mieszać się z innymi kulturami i otrzymywać nowe znaczenia.

To właśnie wtedy zrozumiałam, że print inspirowany Stryjeńską nie musi pozostawać wyłącznie w polskim, górskim kontekście. Gdybym pokazała go w Zakopanem, byłby piękny, ale dosłowny. W Marsylii dostał nową temperaturę i nowy rytm. Przestał być wyłącznie cytatem z polskiego folkloru, a zaczął funkcjonować jako część współczesnego, wielokulturowego kodu wizualnego.

Ten print (po raz pierwszy zaprezentowany we współpracy z Agnieszką Woźniak-Starak, zobacz TUTAJ) jest ważny dla VICHRA, bo takie wzory są świadectwem historii marki.Ma siłę, emocjonalną głębię i natychmiastową rozpoznawalność. To nie jest wzór jednego sezonu. To motyw, który może wracać w różnych formach, kolorach i konstrukcjach.

W tym samym muzeum znajdowała się również wystawa poświęcona tańcowi i ubraniu w ruchu. To było dla mnie niezwykle symboliczne, ponieważ w jednym miejscu spotkały się dokładnie te dwa światy, z którymi sama wtedy pracowałam.

I jeszcze kilka zdań o samej kolekcji MON MARSEILLE | PRE-FALL 2026.

„Jej hasłem jest „Marseille, but make it VICHER”. I właściwie dokładnie to zrobiłam, wprowadzając do Marsylii Stryjeńską”.

Kolekcja opiera się na rzeźbiarskich sylwetkach, przeskalowanych proporcjach i precyzyjnie konstruowanych formach. Wyróżniają ją – jak to u Vichra – mocno zarysowane ramiona, podkreślone talie, monumentalne kołnierze, balonowe objętości oraz suknie i spódnice budowane z imponującej ilości tkaniny.

„Bogate marszczenia, plisy, długie frędzle, częściowe treny przypominające żagle i rozbudowane objętości nie pełnią wyłącznie funkcji dekoracyjnej. Zostały skonstruowane tak, aby reagować na ciało, powietrze i światło. Ubrania zmieniają swoje proporcje podczas chodzenia, falują i tworzą wokół sylwetki ruchomą architekturę.

Zostań moim Patronem (TUTAJ), by otrzymać dostęp do odcinków deluxe, tj. rozszerzonych, moich podcastów, a także do odcinków specjalnych i nigdzie nie publikowanych oraz do newslettera.

Ważnym rozdziałem kolekcji jest współczesna interpretacja stylu marynarskiego. Monumentalne spodnie w portowe pasy, żakiety z przeskalowanymi marynarskimi kołnierzami, wyraziste guziki, koszule o mocno zarysowanej linii ramion oraz kurtki o rzeźbiarskich bryłach odwołują się do Marsylii jako miasta portowego. Nie są jednak kostiumową interpretacją marynarskiego uniformu. Przekształciłam jego klasyczne elementy w nowoczesne sylwetki, łącząc francuską elegancję ze stylem VICHRA”, mówi Inez.

Sesja:

Foto: Artur Berek/ stylizacja: Karla Gruszecka/ modelka: Jasmine Selective Management/ wideo: Małgorzata Muszyńska 

*Spektakle Emanuela Gata od ponad dwóch dekad prezentowane są na najważniejszych scenach i festiwalach świata. Współpracował m.in. z Paris Opera Ballet, Ballet de l’Opéra de Lyon, Ballet National de Marseille, Royal Swedish Ballet oraz Scottish Dance Theatre.

**FRANCUSKA PRASA O KOSTIUMACH INEZ VICHER

DANSER CANAL HISTORIQUE

Dzięki kostiumom Inez Vicher, lżejszym od powietrza i obdarzonym jedwabistą objętością, rozciągnięcia stają się wydłużeniami, rozwinięciami i przedłużeniami gestu. Sam gest ustępuje miejsca atmosferze i mglistej, eterycznej grupie, której ekspresja oraz ruchowe następstwa nieodparcie przywodzą na myśl antycznych bogów i zapomniany świat”.

COUPS D’ŒIL

„Światło Emanuela Gata podkreśla niezwykłą lekkość beżowych jedwabnych kostiumów sygnowanych przez VICHER, które zdają się unosić przy każdym kroku (…). Impuls ruchu nie należy wyłącznie do ciał. Przedłuża się w płynności draperii i współtworzy nową grupę jako odrębny sceniczny organizm”.

MIDI LIBRE

„Oprawiona niczym klejnot w jedwabne kostiumy i szlachetne światło, wirująca choreografia jest niesiona przez znakomity zespół”.

LA FLEUR DU DIMANCHE

„(…) Pojawiają się bardziej współczesne, kolorowe, sportowe i komfortowe kostiumy, które nadają ciałom tancerek i tancerzy inną obecność. Efekt ten wzmacnia obecność kilku wykonawców pozostających nadal w swoich woalowych sukniach”.

LA TERRASSE

„Najpierw otuleni aurą długich i wspaniałych szat unoszących się wokół nich w mrocznej, zamglonej atmosferze, tancerki i tancerze pojawiają się pojedynczo. Tworzą duet na odległość za pomocą kilku zarysowanych gestów, po czym znikają w głębi sceny”.

Światowa trasa premierowa spektaklu, zaplanowana do grudnia tego roku, obejmie m.in. Ludwigsburg, Londyn, Brugię, Bolzano i Cannes. Kolekcja MON MARSEILLE do kupienia już teraz na www.vicher.com

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a moje włoskie życie, ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories podglądaj na Instagramie <KLIK>

Podoba Ci się ten artykuł? Cenisz moją pracę? Zaproś mnie na kawę. Lub na co innego w Suppi. Warianty znajdziesz TU.

Tagi:

Dodaj komentarz