Przewodnik po Warszawie. Moich 75 (!) ulubionych miejsc.

Warszawa to moje miasto. Z kilkuletnią przerwą spędziłem tu całe życie. Trochę się zeszło, ale w końcu napisałem po niej przewodnik. W sam raz na weekend, jesień, „Lalkę”.

Przewodnik jest autorski, czyli subiektywny. To Warszawa, w której czuję się dobrze, trochę jesieniarska. Nie ma w nim pozycji oczywistych. Niektórych nie cenię, nie czuję. Choćby apatyczny, nowy gmach MSN. Ale też krzykliwy Park Fontann, efekciarski Stadion Narodowy czy kilka fabryk przerobionych na powtarzalne food halle i sklepy. Inne – przeciwnie. Łazienki, Trakt Królewski, wiadomo. Ale zostały już porządnie – i wszędzie – opisane, więc od siebie czasem dodaję o nich ledwie kilka słów, zazwyczaj w innym kontekście.

Mam nadzieję, że Warszawa, jaką wam polecam, was zainteresuje, zainspiruje i ucieszy.

Partnerem wpisu jest Reserved, które swoją najnowszą kolekcję „Back to City” zadedykowało czterem europejskim metropoliom, w tym właśnie Warszawie. Obok ubrań i dodatków miasto pełni w kampanii równorzędną rolę.

Od lat mieszkam na Saskiej Kępie, więc od niej zaczynam. A później skaczę po dzielnicach.

KATOWICKA. Architektura klasy zero, czyli najwyższej. Te tarasy ze świetlikami jak parasole, te przeszklenia, podcienia, bawialnie, ogródki! W moim ulubionym budynku, z perforowanym dachem i klatką schodową niczym szyb górniczy (przyjmuję do wiadomości, że zwolennicy tradycyjnego gustu kończą na tym lekturę tego przewodnika), przy Katowickiej 7a, niedawno wystawiono mieszkanie na sprzedaż. Nigdy bardziej w życiu nie żałowałem, że nie mam wolnych 2.130.000 złotych.

Klatka schodowa, ul. Katowicka 7

NENUFARY. Oraz łabędzie, rowery wodne, kaczki. A nawet mały wodospad. Finezyjny (już sam układ alejek!) Park Skaryszewski, który słusznie zwyciężył kiedyś w konkursie Briggs&Stratton na najładniejszy parki w Polsce (zajął też trzecie miejsce w Europie), w wersji rekreacyjnej, tj. cichej. Nad Jeziorkiem Kamionkowskim. Dla mnie najprzyjemniejsze miejsce w stolicy. Można wziąć z pobliskiego baru leżak, zaszyć między drzewami i z dala od ludzi (preferuję) godzinami gapić się w zieleń tudzież zwyczaje wodnego ptactwa, w tym mew, mandarynek i karolinek. Fun fact: po drugiej stronie jeziorka znajduje się (nadal czynna) fabryka Wedla. Widać ją i – nierzadko – czuć.

Nenufary, w tle fabryka Wedla

RYTM. I Kąpiąca się. Też w Skaryszaku. Art decowskie, zmysłowe – by nie rzec bezwstydne – rzeźby Henryka Kuny i Olgi Niewskiej.

„Rytm”

FRANCUSKA. I reszta starej Kępy. Salon wystawowy budownictwa ze smakiem i gustem. Zresztą osiedle szykowane było z myślą o Światowej Wystawie, tj. Expo, do której nie doszło w latach 40. z wiadomych względów. Kępa to genius loci, może poza niedzielnymi turystami, okupującymi lodziarnie. Mamy tu Bauhaus, kwitnące bzy, jeże i harmonię. I oczywiście, patronkę Agnieszkę Osiecką. Też ją znałem.

ul. Francuska
Na pierwszym planie „Cała w Mące”, ulubiona piekarnia w mieście (kilka lokalizacji).
Z Agnieszką Osiecką, 1996 r. Marynarkę mam do dziś.

PLAŻA SASKA. Prawdziwa, z piaskiem. Namiastka wakacji w centrum miasta, w dodatku z widokiem na wieżowce. Latem kursuje Słonka – prom, który w gratisie zabierze was na drugi brzeg, tj. na Solec. Choćby do barów. W przeciwieństwie do Poniatówki (dobry pomysł, gdy w głowie wam baunsy), plaży przy Stadionie Narodowym, ta jest bowiem sielska i cicha. Dla ocieplenia wizerunku pokazuję się z tu z pożyczonym psem.

Z Lolką Wronówną

RZYMSKA. Off Saska Kępa. Przewlekając się w okolicy zobaczcie choćby dom pod nr 17. Unikat. Z kolumnadą, niczym w Rzymie właśnie, pompatyczny, monumentalny. To Willa Zalewskich proj. Bohdana Pniewskiego, stworzona w latach 30. do – jak mawiano – urządzania wystawnych przyjęć, rautów i koktajli. Wpraszałbym się.

Screen: Vision Home

SZEMBEK. Bazar przy pl. Szembeka. Daleki Grochów, więc bywa szorstko. W większości – uprawy własne. Smaki nierzadko zapomniane; choćby kosztele. A jeśli nie uprawy, to wyroby. Highlights to stoisko z ogórkami małosolnymi i kapustą, gdzie wiadra z wyżej wspomnianymi ustawione są według dni produkcji, dzięki czemu można wybrać ogórki jedno-, dwu-, trzy- (i tak dalej) dniowe, w zależności od preferencji. Na drugą nóżkę – hummus, pity i inne wiktuały od pół-Greka i pół-Syryjczyka oraz sosy pomidorowe własnej roboty od pana Stasia (zapomnijcie o włoskich passatach, ja zapomniałem). Okolica bazaru tyleż inspirująca, co szemrana, mimo tzw. rewitalizacji. Dla strachliwych zamiast spaceru po obejściu – szałowa powieść Doroty Kotas „Pustostany” (wyd. Niebieska Studnia), której niemal cała akcja rozgrywa się vis a vis bazaru.

ANTYKWARIAT GROCHOWSKI. Dwieście tysięcy książek, płyt, obrazów. Policzono. Ul. Kickiego 12.

Fot.: https://agrochowski.pl/

KINOWA. Dla fanów takiej architektury jedno z nielicznych osiedli, które po remontach i ocieplaniach nie straciło pierwotnego charme’u. Jest spójnie, nieco dystopijnie, z widokiem na park (Błonia Elekcyjne, forpoczta Skaryszewskiego) i ukrytą między kilkoma punktowcami kawiarnią Mała Sicilia, prowadzoną przez samego Stefana Terrazzino. Wieczorami, oczywiście, tańce na tarasie. Fun fact: w latach 80. mieszkania tu kupowało się za dolary. Toteż starczyło na wybudowanie trzech bloków.

PS. 10 minut stąd na północ – nowa Sinfonia Varsovia, a 10 minut na południe – legendarny „Pekin”, półtorakilometrowy (z załamaniami) blok małżeństwa Hansenów z przełomu lat 60. i 70. Mieszka tam 7 tysięcy osób, tym – przez jakiś czas – tytułowa Aniela z serialu Netflixa. „Pekin” zagrał tam synonim upadku finansowego, ale i moralnego odrodzenia bohaterki. Zatem ku rozwadze.

„Pekin” – po prawej.

ROMANTYCZNA. Nazwa ulicy i plaży. I przystanku, by dojść na tę naturystów. W Warszawie! Rzewność może została przerwana przez budowę nowego mostu, ale naturyzmu („Prawda jest naga, obłuda ubrana”, zapamiętajmy to hasło) zaznacie także poniżej, na łachach po obu stronach rzeki, tj. Wawra i Wilanowa, albo i na wyspie, co możliwe przy tzw. niskim stanie wód. Gdyby jeszcze miało wrócić ciepło i słońce tej jesieni – czemu nie. A jeśli nie, to jakoś od maja.

Widok z południowych plaż. Sorry, bez nudesów.

AGRYKOLA. Latarnie gazowe, kocie łby, liście skrzypiące jesienią pod butem. I Rozdroże, przeszklona kawiarnia, która po remoncie odzyskała swój wizualny charme. Na środku placu (zasłona miłosierdzia na koszmarny remont Trasy Łazienkowskiej, z barierkami i windami w szczególności) – modernistyczna fontanna, charakterystyczne półokrągłe bloki – ponoć w jednym z nich mieszkała sama Beata Tyszkiewicz. Fun Fact: pierwsze latarnie elektryczne pojawiły się w Warszawie pięć lat po „Lalce”. Elektrownia na Powiślu (dziś knajpy + sklepy) ruszyła zaś jeszcze później, tj. w 1904 r.

Pl. Na Rozdrożu

ZAMEK UJAZDOWSKI. Mały Sztokholm. Siedziba Centrum Sztuki Współczesnej, drogiej – ale ładnej, z panoramą – restauracji i miłego bistra Instalacje 2.0 z ogródkiem pod drzewami. W sam raz dla przebodźcowanych (mój przypadek), bo nic nie gra.


PROFESORSKA. Przez nielicznych zwana najpiękniejszą uliczką w Warszawie. A nielicznych, bo mało kto ją zna i prawie nikt nie bywa. Jest częścią Kolonii Profesorskiej, powstała w latach dwudziestych XX wieku, a jej zabudowę tworzą wille postawione dla profesorów Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Wchodzi się w nią przez kutą bramę, w większości składa się ze schodów. Surrealistycznie wręcz – jak na Warszawę – ładna.

Screen: mikrowyprawy z warszawy

WAGA. W Parku Ujazdowskim. Do tej pory gdzieś mam ozdobny kartonik z wpisanym pomiarem, a mówimy o początku lat 80., gdzie codziennie spędzałem w parku czas po przedszkolu. Waga stoi (lub nie, okresowo bywa chyba zabierana i chroniona np. przed śniegiem) przy wejściu od ul. Pięknej. Wyprodukowana na Wystawę Światową w Paryżu w 1900 roku (prawdopodobnie powstało tylko pięć egzemplarzy tego urządzania) waży Warszawiaków – i nie tylko – w pozycji siedzącej (patrz: skórzany fotel). Oprócz tej osobliwej atrakcji park ma także poidełko, zegar słoneczny, strumyk, pagodę, łany róż i zdobne ławki – wszystko, co potrzebne jest eleganckiemu wielomiejskiemu parkowi. 

Waga: na prawo od wejścia, pod drzewem.
Fot: Warszawskie mozaiki
Fot: Warszawa Fandom

AMBASADA FRANCJI. Tuż obok Ujazdowskiego, niegdyś moja ulubiona, po remoncie straciła nieco na swoim kosmicznym, quasi-aluminiowym image’u (a spokojnie mogłaby robić za scenerię filmów i pokazów epoki space age; Pierre Cardin, Andre Courrges – ktoś, coś?), nadal jednak rozczula – nazwijmy to – estetyczną naiwnością. Ponoć tuż przed remontem zorganizowano tu potężną bibę, na którą przybyła elita miasta, a wraz z nią – niestety – szajka złodziei, przez co wspominana elita spędziła noc na pobliskim komisariacie przy Wilczej, zgłaszając skradzione z prowizorycznej szatni kosztowne płaszcze i torebki, ale może to tylko miejska legenda). Na pewno zaś w 2004 roku skradziono miedziane blachy, które z elewacji budynku przewieziono do renowacji. Blachy trafiły na złom, rabusie – przed sąd. Ul. Piękna 1.

DOMKI FIŃSKIE. Małe, drewniane, w sumie takie jak ich nazwa. W sam raz na niespieszny spacer. I pomyśleć, że w ubiegłej dekadzie burmistrz dzielnicy próbował doprowadzić do likwidacji domków jako „niepasujących do tak prestiżowej lokalizacji”. Ale owa kuriozalna lokalizacja – nie tylko jesteśmy w centrum miasta, ale też nieopodal jego najbardziej reprezentacyjnego Traktu Królewskiego – dodaje im uroku. Było ich 90, zostało koło 20; tuż po II wojnie zameldowano w nich pracowników Biura Odbudowy Stolicy  (fun fact: później mieszkali w nich znani artyści, tym Jonasz Kofta, Barbara Wrzesińska, Maria Czubaszek), a zbudowano na terenach dawnego Szpitala Ujazdowskiego, którego pojedyncze obiekty stoją (ledwo, taka prawda) do dziś. Obecnie wynajmowane są organizacjom kulturalnym, względnie na eventy. Na początku lat 90. uliczce obok nich nadano imię Johna Lennona.

Just centrum Warszawy things…

DOLINKA SZWAJCARSKA. Umówmy się: z taką nazwą nic nie mogłoby być szpetne. Kameralny ogród(ek) miejski z XVIII wieku; w sam raz, by poczytać książkę. Albo ten przewodnik. Kilka lat temu pewna influenserka odłupała jednej z rzeźb aniołka nos, a akt ów wstawiła do sieci. Niemądre dziewuszysko dostało zawiasy, kuratora i karę finansową, a bank, który reklamowała, zerwał współpracę. 

ALEJE UJAZDOWSKIE. Szykowne. Nie tracą na urodzie mimo opustoszałych pałaców (w sumie – całkiem intrygująco to brzmi) po dawnych ambasadach Jugosławii czy – a to już w ogóle neoklasycystyczne cudo – Wielkiej Brytanii w Pałacyku Elizy Wielopolskiej. Warto wejść w każdą z odchodzących od nich ulic; choćby w Aleję Róż czy ul. Chopina.

Dawna ambasada Wielkiej Brytanii. Fot: Realportico.pl

MŁOTEK. Luksusowy apartamentowiec przy Smolnej 8 z czasów – i w stylu – późnego Gierka. Przez lata niedoceniany i postrzegany jako niepasujący do otoczenia (choć w Warszawie i tak mało co do siebie pasuje, taki urok), dziś jest fetyszem fanów socmodernizmu. I zabytkiem wpisanym do rejestru. Mało romantyczną nazwę zawdzięcza sylwetce, z „obuchem” na dachu. Pół wieku temu mieścił się tam wyszynk gastronomiczny Akropol („Można tu oprócz zjedzenia krótkich dań, takich jak pilaw, pieczarki, szaszłyk Zorba, potańczyć i nacieszyć się panoramą Warszawy”, pisał tygodnik „Stolica” (cytat za warszawa.NaszeMiasto.pl), a jakoś w okolicach 2005 roku nielegalnie działający Top Floor. W tym drugim byłem kilkukrotnie, tzn. chciałem, ale zawsze brakowało rzekomo miejsc, więc zwiedzałem jedynie wnętrza kursującej doń windy. Może istotnie lokal był full, a może nie przechodziłem tzw. selekcji (dziś samo to słowo wydaje się niepojęte), modus operandi modnych miejsc początków XXI wieku, kiedy to selekcjonerzy decydowali, kto może wejść i się bawić, a kto nie. A mogli tylko ładni i bogato ubrani. Fun Fact: do Cinnamonu (wówczas w gmachu Metropolitan) nie wpuszczono onegdaj zespołu Duran Duran.

SCHODY. Oczywiście te w Parku Śmigłego. Choć może nie oczywiście, bo sam park zwykle jest pusty, kompletnie nieznany turystom. A schody, niemal jak Potiomkinowskie w Odessie, w przeważnie płaskiej (mowa o ukształtowaniu terenu) Warszawie robią oszałamiające wrażenie. Do tego rzeźby, fontanna, tarasy, baseny z wodą, pobliska Willa Pniewskiego z 1937 roku, zwana „mrocznym luksusem”, i zegar słoneczny. Idealna sceneria sesji zdjęciowych. Wykaz flory i fauny (są sowy i nietoperze!) znajdziecie TU (https://zzw.waw.pl/nasze-tereny/parki/park-im-marszalka-e-rydza-smiglego/). 

W Willi Pniewskiego (Muzeum Ziemi PAN)
Interwencje artystyczne na wspomnianych schodach

CHARLOTTE. Instytucja. Stoliki ustawione frontem, po parysku. Bezpretensjonalne menu (zawsze zamawiam to samo). Stylowe wnętrza. I zazwyczaj spotkam kogoś, kogo lubię. Bywam w trzech. W tej przy de Gaulle’a – bo blisko, w tej przy Próżnej – bo cicha, w tej przy Placu Inwalidów – bo najładniejsza.

Najnowsza Charlotte, przy ul. Złotej

MARIENSZTAT. Zapomniana starówka. Bywa, że godzinami przez malowniczy rynek nie przejdzie tu nikt, o czym można przekonać się siedząc w podcieniach jedynej tu kawiarni. Plus zdobne kamieniczki, podcienie, atmosfera sennej mieściny.

ZŁOTA KACZKA I NIKE. PR-owo ogranE przez Syrenkę (tj. dwie; jedną na Starym Mieście, drugą nad Wisłą). Kaczka według legendy pływała w lochach Zamku Ostrogskich; dziś – w fontannie przy Muzeum Chopina. Obok Akademia Muzyczna, więc koncerty z okien gratis. Nike zaś, wiadomo – symbol zwycięstwa. A zdegradowali ją sprzed Teatru Wielkiego na trasę W-Z.

DACHY POWIŚLA. Na BUW-ie, na Centrum Nauki Kopernik i na hotelu Barcelo (tu w pakiecie z basenem) można obejrzeć miasto z góry. W okolicy najbardziej podoba mi się szklana wieża Willi Szarej.

Willa Szara

WIADUKT KAROWA. W filmach, klipach i sesjach mody neorenesansowy wiadukt udaje Paryż. Podczas ostatniego remontu  przywrócono mu kamienny bruk i odtworzono latarnie zawieszone na kunsztownych wysięgnikach, które po II wojnie światowej usunięto jako „przejaw burżuazyjnego gustu”. Fun Fact: jedna z rzeźb wiaduktu, posępny mężczyzna z mokrą brodą i włosami, symbolizuje… Wisłę.

BRUTAL PRZY BRISTOLU. Sam hotel, strojny niczym tort weselny, z gloriettą na dachu i Salą Malinową – owszem, owszem. Podobnie Europejski po drugiej stronie ulicy. Ja jednak wolę blok kilka kroków dalej, przy Karowej 18. z małymi oknami i kubistycznymi balkonami. „W „Lalce” Bolesława Prusa Wokulski chcąc odwiedzić woźnicę Wysockiego, schodzi ulicą Bednarską w stronę Wisły. Prus rozciąga przed nami opis dzielnicy pełnej biedoty — brudnej, brzydkiej i zapuszczonej”, przypomina magazyn „Cargocollective”, zwracaj uwagę, że brutal  z jednej strony tworzy formę, która wpisuje się w skarpę i sąsiadujące budynki, a z drugiej zaskakuje swoją nowoczesnością. Ja powiedziałbym, że brawurą, bo zgodzić się, by taki budynek (z 1978 roku) stanął tuż przy Trakcie Królewskim to decyzja odważna, wręcz radykalna.

Po prawej, z rzeczoną gloriettą – Bristol.
Hotel Europejski

KŁADKA. Poza weekendem, chętnie wieczorem i nie latem. Spektakularny widok na stolicę. Obok – bulwary. Też poza sezonem.

FANGOR W METRZE. Mówi się, że nazwy stacji omyłkowo zamontowano odwrotnie, przez co litery nie sprawiają wrażenia uginających się przed pędzącym pociągiem, ale to ponoć miejska legenda. Faktem jest, że autorem napisów na stacjach drugiej linii metra jest sam Wojciech Fangor. Nie po raz pierwszy artysta romansował z transportem zbiorowym, już w latach 60. ozdobił mozaikami perony Dworca Śródmieście. I jedno, i drugie, do zobaczenia od ręki. Jak na modnego (vide: Tilda Swinton pozująca na jego tle na okładce polskiego „Harper’s Bazaar”) twórcę, którego dzieła warte są nawet 7,5 mln zł (rekord Desy) – nie narzekałbym. W bonusie: efektowne sklepienia metra nad ruchomymi schodami. 

INŻYNIERSKA. Nominalnie – Nowa Praga, choć wszyscy nazywają starą, a wielu – kawałkiem prawdziwej Warszawy. Niekoniecznie jest miłośnikiem tutejszych kwartałów, gentryfikacja – mimo wielu nowych bloków , knajp i artykułów w lokalnych mediach – niewiele zmienia i bywa naprawdę grubo. Ale zobaczcie Zespół Domów Towarzystwa Akcyjnego Przechowywania Mebli A. Wróblewski i S-ka przy nr 3 oraz kilka perełek w okolicy. Raczej za dnia niż w nocy, choć Hydrozagadka i inne przybytki, głównie przy 11 Listopada, które wraz ze Szwedzką i Stalową latami tworzyła „trójkąt bermudzki” zapewnia atrakcyjną rozrywkę i koncerty. Fun fact: pod nr 4 przez lata nagrywana była „Familiada”.

PARK RZEŹBY. Sztuka między blokami. I to jaka. Olafur Eliasson, najbardziej znany ze sztucznego słońca pokazanego w legendarnej Hali Turbin galerii Tate Modern w Londynie, Paweł Althamer, performer, społecznik, inicjator Parku czy Rirkrit Tiravanija, którego rzeźba „bez tytułu (przewrócony domek herbaciany z ekspresem do kawy” wydaje się być najczęściej fotografowanym eksponatem parku. Wczesne instalacje tego artysty, z lat 90., obejmowały – jak czytamy w Wikipedii – gotowanie posiłków dla zwiedzających. W jednej ze swoich najsłynniejszych serii, począwszy od pad thai w Galerii Pauli Allen w Nowym Jorku, całkowicie odrzucił tradycyjne obiekty sztuki, a zamiast tego gotował i serwował jedzenie zwiedzającym wystawę. Niestety, w Warszawie działalności gastro nie przewidział. Bródno, ale obok stacji metra, więc niedaleko. 

METROTEKA. Czyli podziemna biblioteka. Pisano o niej w Kanadzie, Indiach, Pakistanie, Emiratach Arabskich i Nowej Zelandii – w sumie ok. 2,5 tys. publikacji w mediach, jak z podziwem podał właśnie „Fakt”. Futurystyczny projekt Metroteki (na stacji Kondratowicza) przygotowała pracownia GK-Atelier, nie zapominając o zieleni i szumie wody. „Rośliny są tu uprawiane bezglebowo, co jest ważnym trendem miejskiego ogrodnictwa”, zauważyli reporterzy dziennika.


BAGATELA. Oraz Flory, Szucha i pl. Unii. Wyobrażenie o najdostatniejszej Warszawie lat 30. (taką w sumie zresztą pozostaje do dziś). Na końcu: Łazienki i koncerty pod pomnikiem.

ZBAWIX. Nie że rozrywkowe epicentrum (takiego zresztą nie ma; najprędzej przy ul. Mazowieckiej, ale uciechy zaznać można w wielu częściach miasta, zależy, jaką preferujemy), za to kilka głośnych, długo czynnych miejsc, w spektakularnej scenerii kościoła, kamienic i okrągłego placu. Na placu Zbawiciela planowany jest powrót słynnej tęczy.  Fun Fact: po placu starym Ikarusem jeździli bohaterowie klipu „I Promise” Radiohead.

MOKOTOWSKA. Pytała mnie niedawno „Gazeta Wyborcza”, czy i kiedy będziemy w Warszawie mieli prawdziwą ulicę luksusu. Odparłem, że mamy. Że dziś luksus to lokalność, że może nie globalne konsorcja ale polscy twórcy mają większy sens i są atrakcyjniejsze. Ostatecznie, setny sklep paryskiego domu mody w Europie sprawia, że wszystkie te ulice oferują z grubsza to samo. Mokotowska – oprócz strojnej wielkomiejskiej architektury – to także najmodniejsze polskie marki, multibrandy, cukiernie, salony optyczne, perfumerie, spa. Idealna, by się rozpieścić lub popatrzeć, jak robią to inni. Jest też księgarnia Bęc Zmiana, z ogromem pozycji poświęconych miastu.

Ul. Koszykowa / Mokotowska

SIATKARKA. Gdy już wydawało się, że wszystkie neony znikną z Placu Konstytucji i okolic (pierwsze lata życia spędziłem w kamienicy nad (wówczas) kinem Polonia; pamiętam neon LOT-u, Czystej Żywej Wełny, Dzianin, Izisu, Antylopy), z inicjatywy artystki Pauliny Ołowskiej uratowano i ponownie uruchomiono neon siatkarki, nigdyś promujący sklep sportowy. Zobaczcie, jak w czerwonym kostiumie rzuca piłką. Z czasem do życia przywrócono też gazeciarza przy kiosku dokładnie dwa piętra pod moim mieszkaniem. Inne atrakcje miejsca: socrealistyczne płaskorzeźby, kandelabry przed hotelem MDM, piętrowa księgarnia Big Book i wspominana Polonia, dziś teatr Krystyny Jandy. Na „Zapętloną”, najnowszy hit sceny są jeszcze pojedyncze bilety na październik. Obowiązkowo „Shirley Valentine” i „Zapiski z wygnania”, kto nie widział.

Fot: Whitemad
Plac Konstytucji

ELEKTRIM. Tzn. Dawny Elektrim, później – lub wcześniej – Intraco II, Oxford Tower etc. Na przeciw Dworca Centralnego. Taki architektoniczny Pewex, bo namiastka luksusu w latach 80. I bliźniak (też dawnego) Marriottu. W tamtych czasach swoją nowoczesnością wręcz porażał, sprawiając wrażenie niemal kosmicznego. Nic dziwnego więc, że jego schody z imponującym tarasem „zagrały” szkołę w filmie „Pan Kleks w Kosmosie” K. Gradowskiego z 1988 roku (i w niedawnym klipie Kasi Lins „Zasypiasz sama”). Dla fanów twórczości Stanisława Barei – nakręcono tu „próbę zakupu biletu lotniczego przez Ryszarda Ochódzkiego, usiłującego przekupić kasjerkę kiełbasą podwawelską” (za: „Filmowym przewodnikiem po Warszawie” Grzegorza Sołtysiaka).

WKD. Pociąg jak tramwaj. Małe wagoniki wiodą przez las do najczarowniejszych miejscowości pod Warszawą, tj. Miast – ogrodów: Komorowa, Milanówka i – zwłaszcza – Podkowy Leśnej. Obejrzyjcie kameralną architekturę międzywojnia, poczujcie duch Stanisława Dygata, jego „Pożegnań” i piosenki „Pamiętasz była jesień” (już wiecie, o której porze roku najlepiej tu przyjeżdzać). Wpadnijcie do Stawiska, czyli domu Jarosława Iwaszkiewicza, przywieźcie kawałek ciasta z malinami z cukierni Duet (nie przywieziecie; zjecie od razu). To moja ulubiona wycieczka.

Stawisko / Podkowa Leśna
Piknik w Milanówku
Najlepsze

KULTURALNA. Warto dla a) samych wnętrz i efektownych lamp; b) towarzystwa, bo to miejsce spotkań – było nie było – bohemy, dziś także zwanej bańką; c) sąsiedztwa teatrów Dramatycznego i Studio, w których czasem coś dobrego wystawią (Studio to także bar, dobra pizza i rodzaj wybiegu mody, jestem za); d) pory dnia, czy raczej wieczoru, bo długo otwarte; e) kuchni, gdy podają zupę birmańską,  gumiklejzy i cokolwiek z brukselką. Ale często zmieniają menu, więc bywa różnie. To tu Tadeusz Słobodzianek, zdobywca nagrody Nike i niegdysiejszy dyrektor Dramatycznego, publicznie awanturował się, że mu przestawiono jego ulubiony stolik. XXI wiek, a dramy jak za cara!

Bar Studio z widokiem na Kulturalną i Teatr Dramatyczny

LUSSI. Nie ma na nią mocnych. Pisały o niej „Business Insider”, „Architektura Murator” czy „Noizz”, reportaż nakręcił TVN24. Wszystko w kontekście zadziwiającej trwałości hardej czerwonej budki z zapiekankami, przesłaniającej widok na Pałac Kultury od strony Alej Jerozolimskich. W sumie trudno się dziwić, wszak prowizorka jest najtrwalsza. Od 1991 roku karmi wygłodniałych; kiedyś głównie w nocy, ale od kiedy kluby zostały zastąpione piekarniami rzemieślniczymi, a „clubbing” brzmi tak vintage jak „klawo” czy „proszę ja ciebie”, to raczej osobliwa atrakcja turystyczna. W Google’ach ma ocenę 4,3 na 5. „Oby więcej takich miejsc. To lokal nie na 5 gwiazdek, tylko na 6. Proszę nie zwracać uwagi na małą ilość keczupu — sam o taką poprosiłem”, ocenił pan Łukasz.

Wbrew zapowiedziom (tu z 2024 r.) , jednak nie zniknęła.

TELEKOMUNIKACJA. Prestiż i finansowa stabilizacja. Tyle mniej więcej oznaczała praca w tym gmachu, jednym z najnowocześniejszych w latach 30. Nowocześnie wygląda do dziś, prawie jak z chicagowskiego czy nowojorskiego downtown. Przetrwał niemal w niezmienionym stanie. Mimo słusznych gabarytów i że w ścisłym centrum, to – jak wiele atrakcji w Warszawie; taka specyfika miasta – łatwo go przeoczyć. Napisy „TELEFON MIĘDZYMIASTOWY, TELEGRAF, RADIOTELEGRAF” do dziś robią wrażenie. Także na IG. Po więcej zachęcam TU.

Fetysz fanów modernizmu. Screen: Google.

SMYK. Oryginalnie z przełomu lat 40 i 50. Niegdyś dom towarowy dla dzieci. Godny, modernistyczny, po remoncie – znów piękny. I sąsiedztwo – kultowe Między Nami (medal za samą wysługę lat; w latach 90. podawali nowoczesny krem z pomidorów, tagliatelle i „kawę przedłużoną”, co wprowadzało artystowską Warszawę w dygot), galeria Guni Nowik, sklep vintage z włoskimi lampami Marcina Brzózki.

Aleje Jerozolimskie
Na drugim planie – Smyk
Gunia Nowik Gallery

Między Nami Cafe
Smyk
Vintage Store

PAWILON EMPIKU. Niegdyś Cepelia, przez lata w ruinie, plakatach i billboardach, odzyskała należny jej blask. Pawilon zaprojektował znany warszawski architekt, zaangażowany w proces odbudowy stolicy (odpowiadał m.in. za wygląd Nowego Światu) Zygmunt Stępiński. „Zgodnie z ówczesnym przekonaniem, że śródmiejską przestrzeń doskonale uzupełniają przeszklone, otwarte na miasto niewielkie obiekty handlowe – nadał pawilonowi dokładnie taką formę. Stalowa konstrukcja dwukondygnacyjnej budowli wypełniona została szkłem, dzięki czemu po zmroku pawilon rozświetlał okolicę, a z wnętrza jego użytkownicy nie tracili kontaktu z gwarem śródmieścia”, czytamy w „Sztuce Architektury”. Odwzorowano historyczne oświetlenie, okładziny elewacyjne z aluminiowej blachy trapezowej, okna lamelowe oraz elementy dekoracyjne, a renowacji poddano niepowtarzalną ceramiczną mozaikę autorstwa Stanisława Kucharskiego złożoną z ręcznie wypalanych płytek. O tym, jak poważnie do pozornie niepozornego [sic!] pawilonu podszedł Empik świadczy też fakt, że nad metamorfozą czuwała m.in. pracownia Andrzeja M. Chołdzyńskiego, nagradzanego za gmach Giełdy Papierów Wartościowych (warto; ul. Książęca obok Pl. Trzech Krzyży) i stację metra Plac Wilsona. Oba zaliczane do najpiękniejszych obiektów w Polsce po 1989 roku. Fun Fact: przed pawilonem ustawiono właśnie odrestaurowaną Ełkę – typową dla Warszawy lat 70. i 80. wiatę przystankową. Po prawdzie, tak brzydką, aż ładną. Kiedyś było ich nawet 1200, a nazwa pochodzi od Trasy Łazienkowskiej, na której wówczas zadebiutowała.

Fakt, nie opinia

KRUCZA. Dawnych czynszówek, krytykowanych przez Prusa w „Lalce”, zostało niewiele. Sporo za to moderny i socmoderny. Ulubiony detal – pofalowany daszek nad wejściem do Mercury’ego (dawniej Grandu), o którym opowiadam zresztą w podkaście Reserved „Blask! O architekturze”. Poza tym ministerialne gmachy, modne cukiernie i sklepy, bar mleczny Bambino i bodaj najlepsza w mieście pizza w Pizzaiolo (czynne do późna!). Ulicę wkrótce czeka gruntowna modernizacja.

Fot.: Zygmunt K.Jagodziński / NAC
W Pizzaiolo

HOŻA. A także Poznańska, Wilcza, Plater i dalej, Lwowska i Noakowskiego. Wykwintne Śródmieście Południowe. Godzinami można tu spacerować, odwiedzając modne sklepy, kawiarnie i bary, doświadczając, jak pięknym miastem była kiedyś Warszawa.

Ul. Poznańska
Ul. Emilii Plater
ul. Mokotowska
Pl. Politechniki
Al. Jerozolimskie
Ul. Poznańska

FUNDACJA GALERII FOKSAL. Paweł Althamer. Cezary Bodzianowski. Małgorzata Mirga-Tas. Anna Niesterowicz. Paulina Ołowska. Karol Palczak. Wilhelm Sasnal. Agata Słowak. Monika Sosnowska. Piotr Uklański. Artur Żmijewski. Wszystko, co najlepsze w polskiej sztuce współczesnej. Ul. Górskiego 1A.

Foksal (tym razem ulica, nie galeria).

TARAS HOTELU PURO / LORETA BAR. Zgodnie z nazwą ulicy – Widok – atrakcyjna panorama a zarazem przegląd stołecznej architektury ostatnich stu pięćdziesięciu lat na jednym zdjęciu. Jest wszystko, i secesja, i art deco, i socrealizm, modernizm, postmodernizm, po żagiel Daniela Liebeskinda. Do tego stylowe drinki i towarzystwo.

Kamienica przy ul. Widok

PALMA. No to się pochwalę: MSN w swoim archiwum trzyma kilkanaście artykułów, jakie w 2002 roku pisałem do „Życia Warszawy”, lobbując za powstaniem palmy. Joanna Rajkowska, autorka Pomysłu i samego drzewa, dopięła swego. Pisząc te słowa rondo wokół palmy jest właśnie skuwane. Asfalt zostanie jeszcze w tym roku zastąpiony siedmioma tysiącami (!) roślin. Palma, naturalnie, zostaje. Przystanek dalej, przy pl. Pięciu Rogów, znajdziecie inne dzieło Rajkowskiej – „Pisklę. Drozd śpiewak”, akustyczną rzeźbę w kształcie jaja. Niebieską! Sama artystka zaś dwa lata temu zdobyła Nagrodę Główną Fundacji Sztuki Polskiej ING podczas Warsaw Gallery Weekend za film „Ślepowrony”.


WARSZAWA POWIŚLE. I wszystkie inne stacje kolei średnicowej proj. Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka. W Warszawie mają status ikon (i twórcy, i ich dzieła), przetrwały w niemal niezmienionej formie, co w mieście, gdzie ciągle wszystko się zmienia, wyburza, odnawia zakrawa na cud. Powiśle najładniejsze dzięki brutali stycznym zadaszeniom peronów i dolnemu pawilonowi (znów!) Kasowemu, w którym działa kawiarnia. Ale Ochota z pasiastym dachem – namiotem czy pękaty i „popękany” niczym skorupka Stadion niewiele gorsze.

Stacja Powiśle. Po prawej – fragment zadaszeń.
Warszawa Ochota

RYNEK NOWEGO MIASTA. Oddech od rynku miasta starego. Wkrótce wraca tu kameralne kino, jest zieleń, harmonia, przestrzeń. 

Ul. Mostowa/ ul. Stara/ Kamienica pod Św. Florianem.

PLAC GRZYBOWSKI. Wielkomiejsko. Wieżowce, w tym najelegantszy w stolicy Cosmopolitan, ale i staw, trawy, relaks. I Próżna, jedyna zachowana po dwóch swoich stronach ulica warszawskiego getta. Dziś błyszczy. Ogółem jedna z najlepszych i najładniejszych zamkniętych przestrzeni w mieście.

Kościół Wszystkich Świętych
Inspiracją tego koloru podcienia Cosmopolitana dla architektów był lakier do paznokci.
Screenshot

KUBUSIA PUCHATKA. Ulica de facto bez domów, bo wszystkie mają adres ulic sąsiednich. Ale ładna tablica na rogu ze Świętokrzyską. Jedną z najciekawszych w mieście, o ile ktoś lubi taką estetykę. Mnie monumentalne gmachy ministerstw zachwycają, przedwojenny wieżowiec wysmakowanego hotelu Warszawa – także. Podobnie Poczta Główna i kilka reprezentacyjnych bloków z lat 50. i 60. Miły spacer od ronda ONZ do Nowego Światu. Fun Fact: tak właśnie w Warszawie odmienia się tę nazwę. 

Ulubiony blok. Przy Pl. Powstańców Warszawy.
Ulica Złota, Nowe Centrum Warszawy.
Plac Powstańców / Boduena: sceneria kampanii nowej kolekcji Reserved
Hotel Warszawa
ul. Świętokrzyska/ Ministerstwo Finansów
Rondo ONZ. Najładniejszy wieżowiec – pierwszy z prawej: Rondo 1 słynnej pracowni Skidmore, Owings and Merrill 

ASP. I okolice. Czerwone tynki, Zachęta, ulubiony fryzjer barber (Towarzystwo przy Kredytowej).

Zachęta

WINYLOWA. Przyjechać – nawet na kilka godzin – do dużego miasta i sunąć tramwajem 40 minut z centrum, do blokowiska na obrzeżach, do sklepu z płytami? Oczywiście. Sam tak robię. Trzypiętrowa Winylowa na Bemowie sprzedaje nowości w limitowanych nierzadko wersjach, organizuje premierowe odsłuchy albumów – czasem jako jedyna w tej części Europy – (kto zgarnął fotosy i podkładki pod piwo z nową płytą Tori Amos? Wiadomo), zawiaduje polską edycją Record Store Day i jeszcze sama wydaje płyty. Poza tym czynna do późna, z miłym barem i miejscem do posiedzenia na zewnątrz, gdy pogoda pozwoli. Jedyny taki sklep w kraju.

Winylowa, ul. Morcinka 5

KOŁO. Awangardowe osiedle WSM Koło II zaprojektowane przez Helenę i Szymona Syrkusów, uznane za jedno z najlepiej zaplanowanych osiedli mieszkaniowych w Polsce. Wyróżniają je też wiaty wejściowe, dziurawe niczym ementaler. To w domu wspomnianych architektów Pablo Picasso narysował węglem na ścianie Syrenkę, która zamiast miecza trzyma młotek. Fun fact: pod koniec października do kin trafi inspirowana tym wydarzeniem „Syrenka Picassa” w reżyserii Janusza Zaorskiego.

Koło to również największy bodaj targ staroci w mieście – coniedzielna Olimpia przy ul. Górczewskiej.

Screen: Architektura Murator
„Syrenka Picassa”

BURAKOWSKA. I okolice. Taki mały Szanghaj. Stara zabudowa, nie tyle – nazwijmy to – intymna, ile jakieś baraki, garaże, warsztaty i ogólny bałagan sukcesywnie znikający pod naporem wieżowców i apartamentowców. Jak w Szanghaju właśnie. Co tu ciekawego? Mielżyński, praojciec wszelkiej gastronomii i miejsc w winem w postindustrialnych obiektach – dziś fetyszu Warszawy (patrz: Koneser, Norblin, Elektrownia, Browary) i kilka świetnych restauracji i nieoczywistych bistr.

DZIELNA. Ulica może taka sobie, nie licząc okazjonalnie kwitnących mirabelek, za to sporo tu i w okolicy autorskich galerii sztuki, w tym HOS, Leto, Autonomia. Podczas Warsaw Gallery Weekend – prawdziwy wybieg mody. Do rozważenia – cały Muranów, w tym jego „zabytkowa” część bliżej ul. Andersa, modne kawiarnie na modłę skandynawską (kardamonki, cynamonki, te sprawy) i muzeum Polin. 

Klatka schodowa domów przy d. Kinie Femina
Skwer Tekli Bądarzewskiej
Ul. Dzielna
Polin

KSIĘGARNIA CZARNEGO. Moje ulubione wydawnictwo (już z powodu samej Herty Müller; o pisarce opowiadam w podkaście „Blask! O literaturze” TU). Słuszna przestrzeń, szeroki wybór, przyjemnie. A wszystko to w ekscentrycznej lokalizacji, tj.w tzw. pawilonach (ha!) przy Jana Pawła, do niedawna znanych z sex-shopów i kebabów. I cenionych przez koneserów tak jednego, jak drugiego.

VEGAN RAMEN SHOP. Żadne jedzenie na mieście nie wywołuje u mnie takiej euforii, co to. Aktualnie w trzech lokalizacjach; zwykle wybieram Jana Pawła, w modernistycznym i przeszklonym – a jakże – pawilonie, z japońskim popem w tle, surferską deską na ścianie i umajonym – kolejny lejtmotyw tego przewodnika – neonami! Ulubione – lekkie i klarowne ramenki Clear i Lemon oraz nowość, Tomato No Ohitashi – soczysty pomidor na zimno w bulionie dashi z mizuną. Bywa, że po domowej kłótni dostaję takie przyniesione w przeprosiny. I już się nie gniewam.

ul. Jana Pawła II 52/54
Ramen w lokalu…
… i na wynos.

MIRÓW. Fotogeniczny fragment ulicy Chłodnej, z kocimi łbami, dawnymi torami tramwajowymi i kamienicą pod nr 20 niczym bombonierka, obok socrealizm, przeskalowane bloczyska osiedla Za Żelazną Bramą, nowoczesne apartamentowce i osobliwe atrakcje typu „najwęższy dom świata” (mowa o instalacji Dom Kereta proj. Jakuba Szczęsnego; obiekcie przeznaczonym na pracownię dla pisarza Edgara Kereta, liczącej średnio niecały metr szerokości), zatem Warszawa w pigułce. No i słynna Hala Mirowska z najlepszymi (i wcale nie najdroższymi) jagodziankami w mieście, spod której zakupy dźwigała Ewa Błaszczyk AKA fejkowy Marian Koniuszko ze „Zmienników”. Przed nią (a na czas obecnych remontów, ulicę dalej) – całodobowe kwiaciarnie.

„Zmiennicy” na Hali. Fot: Filmoteka Narodowa.
Bloki Za Żelazną Bramą
Chłodna 20

POLE MOKOTOWSKIE. Dla zmyłki położone na Ochocie. Dawne lotnisko. Przestrzenne, jak to pole. Przesadą byłoby nazywanie go warszawskim Central Parkiem, ma jednak w sobie ten rodzaj luzu i bezpretensjonalności, jakiej szukamy po pracy czy w ogóle, gdy chcemy odpocząć. Tu najlepiej wokół Stawu Głównego, na drewnianych ławach, wśród zdobnych traw albo przy pachnących różach.

Screenshot

PROXIMA. Ulubiony klub na koncerty. Relatywnie mała sala, dobra akustyka i kultowe schody, na których przesiaduje się przed i po koncercie, lustrując, który znany muzyk przyszedł podpatrzeć konkurencję. Tu przytulałem Johna Granta i gawędziłem z Anją Orthodox. Tu zespół Yeah Yeah Yeahs złożył autograf na mojej koszulce i śpiewałem z Angel Olsen. Bo repertuar w Proximie miewają znakomity. 

Z Johnem Grantem. Listopad 2016 r.

FILTRY. Czerwone! Rozległe! Unikatowe! Nowoczesny system wodociągów i kanalizacji, ruszył w 1886 r.. Od tej pory – jak czytamy w „Polityce” cholera w Warszawie, której poziom sanitarny znacznie się podniósł, już się nie zdarzała. A obok filtrów bajkowa Stara Ochota z miejskimi willami, jakie rzadko się widuje. Wokół południowych murów Filtrów wiją się tramwaje. Romantycznie, jak to tramwaje. 

NOWY TEATR. Obiekt w dawnej zajezdni dla śmieciarek, co wystarczająco świadczy o ekscentryzmie miejsca. Grywają tu najlepsze spektakle w Polsce; w tym, oczywiście, Krzysztofa Warlikowskiego. O ile znajdą czas, bo placówka to kapryśna. Ale grają m.in. Hajewska- Krzysztofik, Chyra, Cielecka, Ostaszewska…

KINO ILUZJON. Estetyczny szał lat 50. Okrąglak z neonem, jednym z najprzyjemniejszych i najładniejszych bistr na Mokotowie i godnym repertuarem, bo kino należy do Filmoteki Narodowej. Sam oglądałem tu – po raz pierwszy na dużym ekranie – „Amarcord” Felliniego.

Screenshot

UNIWERSUS. Niegdyś księgarnia. Najlepsza i największa w Warszawie. Od dawna – biurowiec. Od niedawna – zabytek. „Centralny Dom Handlowy „Dom Książki Uniwersus” to przykład brutalizmu zaprojektowany przez Leszka Sołonowicza i zrealizowany w 1980 roku jako nowoczesna księgarnia i pawilon handlowy. Architektura eprezentuje późny modernizm socjalistyczny, będąc jednym z ostatnich tak znaczących obiektów tej epoki w Warszawie”, pisze o nim „Architektura i Biznes”. 

Screen: Architektura i Biznes

WEDEL. Ten na Mokotowie, na rogu Puławskiej i Madalińskiego. Kamienica – diament lat 30., z klatką schodową z freskiem namalowanym przez Zofię Stryjeńską w bonusie (na jednym z podwórzy umieszczono też rzeźbę „Sielanka”, a nad wejściem do sklepu znajduje się plakieta „Tygrys” – oba dzieła autorstwa Stanisława Komaszewskiego, wylicza magazyn „Whitemad”). Na dachu taras z charakterystyczną kratownicą, o którą pierwotnie opierał się neon Wedla. Sklep tej firmy, z marmurowymi wnętrzami zachowanymi do dziś niemal w niezmienionym stanie, mieścił się na parterze.

SZARE DOMY. Ale naprawdę szare. Modernistyczna kolonia urzędnicza z lat 20. i 30. XX wieku do dziś imponuje skalą urbanistycznego myślenia, ilością zieleni i funkcjonalnością mieszkań. Architekci mówią o niej jak o wzorcowym przykładzie funkcjonalizmu, mieszkańcy – jak o małym mieście w środku wielkiej stolicy, czytam we „Wprost”. Zachwyca mnie ich harmonia, elegancja i zieleń. I spokój. Bo wbrew pozorom Warszawa nie jest szara, lecz pstrokata.

POWSIN. Ośrodek rekreacji niczym na wczasach w latach 80. Są specjalne pawilony do gier typu ping pong, wypożyczalnie sprzętu, kręgielnie, stoły do warcabów i szachów. Plus muszla koncertowa. Z dzieciństwa pamiętam występ Danuty Stankiewicz  (później zmieniła repertuar i pseudonim na Lolita; zdecydowanie nie dla dzieci) i że mi ukradli rower Wigry 3. Jako dorosły przyjeżdżam tu sobie poczytać albo wpaść do pobliskiego Ogrodu Botanicznego. I do Konstancina.

Turniej szachowy. How cool is that?
Festiwal dyni w Powsinie

CAFE DE LA POSTE. Zdarzało mi się przejechać przez całe miasto, by przyjść tu posiedzieć. I muszę powrócić do tradycji. Wokół – ul. Płatnicza, dom Kory, latarnie gazowe, czyli the best of Stare Bielany.

Dom Kory

SZKLANY DOM. Innowacyjny blok z przełomu lat 30. i 40 przy ul. Mickiewicza. Nazwa nawiązuje do długich pasów okien rozmieszczonych na całej długości fasady. Stoi na owalnych słupach, co dodaje mu lekkości. Był ekskluzywnym i najnowocześniejszym blokiem przedwojennego Żoliborza; miał własną kotłownię,  garaż podziemny i  kryształowe lustra w windach. W 1948 roku na dachu budynku wyprawiono bankiet na cześć Pablo Picassa, który bawił w stolicy z okazji Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju. Swoim malunkiem ozdobił jednak ściany gdzie indziej (patrz: Koło).

SPOŁEM ŻOLIBORZ. Taras Café Baru Havana z widokiem na dzielnicę. Atmosfera niezobowiązująca mimo liczbowej nadreprezentacji intelektualnej elity miasta. Nie powiem, kuszącej.


NAJLEPSZA KSIĘGARNIA. „Tylko najlepsza literatura, reportaż i humanistyka. Również po angielsku. Ulubiona Księgarnia Warszawy 2025”, zachwalają właściciele. Nie bez powodu. Ul. Cieszkowskiego 1/3.

PLAC SŁONECZNY. Tak uroczy, aż nierzeczywisty. Całe osiedle wokół niego miało być ogromnym zegarem słonecznym (stąd nazwa; budynków na Placu rzekomo miało być równo 12 – tyle, ile godzin na zegarze. „Zamiast klonu, szczupła, wysoka topola miała w zależności od pory dnia wskazywać godzinę, rzucając cień na jeden z budynków”, pisze „Architektura – Murator”). Ale wyrósł klon, domów stanęło dziesięć, i tak dalej. Do zwiedzenia cała okolica; jak w sumie i cały Żoliborz, położony nieco peryferyjnie, ale też typowe dla Warszawy – co wynika z historii – jest to, że wiele najładniejszych miejsc znajdziemy z dala od centrum.

Screen: „Architektura – Murator”

METRO PLAC WILSONA. Stacja jak cukierek. Kompulsywnie nagradzana w świecie. Niczym stacje metra w Neapolu – cel wizyty sam w sobie. Fun Fact: Wilsona w Warszawie wymawia się przez „W”, nie przez „Ł”.

Mural z Markiem Hłasko przy Pl. Wilsona

MOST GDAŃSKI. Może to Świętokrzyski grał w komediach romantycznych (w tym w mocno ostatnio dramogennym „Nigdy w życiu!”), ale Gdański jest ładniejszy. Za sprawą serpentynowych, białych schodów (całkiem niedawno na okładce węgierskiego „Elle”), dwóch poziomów (jedyny taki w mieście; tramwaje jadą dołem, auta – górą) i drewnianych podkładów, dodających mu kameralności. Powstał pod koniec lat 50.; w ubiegłej dekadzie doczekał się neonu witającego gości: „Miło cię widzieć”. Owszem, miło.

I miło, że przeczytałeś / przeczytałaś mój przewodnik.

Partnerem wpisu jest Reserved.

Zdjęcia – jeśli nie oznaczono inaczej – Michał Zaczyński i Unsplash.

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a moje włoskie życie, ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories podglądaj na Instagramie <KLIK>. 

Dodaj komentarz