My ze szwagrem pojechaliśmy do warsztatu i skończyła się gadka
– A wczoraj to żeśmy się z ciocią śmiały, bo ten piesek tak jadł i jadł… I jak by mu się dało więcej, to by dalej jadł – zanosiła się pewna Moniczka. Przez kwadrans. No rzeczywiście, ubaw po pachy.
Gwałty savoir vivre’u
Pogawędki przy pisuarze („hej stary, jak leci” i tym podobne) oraz spoufalanie się z ekipą remontową z Polski (sic!) uznał miesięcznik Q za jedne z 10 okropniejszych gwałtów na współczesnym savoir vivrze. Brytyjskim zapewne. Mnie kusi nasza, lokalna wersja.
Do Moskwy, do Moskwy
– Zabieraj swój czemodan i daswiedania! – wrzasnęła gruba Luda, aż zatrzęsło szybką w kantorku niedrogiego hotelu w podmoskiewskim Krasnogorsku, w którym owa Luda pracowała.
Liczy się wnętrze
Ponoć nieważny jest wygląd, bo liczy się wnętrze. No wiecie, drodzy państwo… Zależy czyje. I dla kogo.
Party Animal
Gdy wracam z imprezy nad ranem, to czuję się jakiś skurwiony – oznajmił nieoczekiwanie M. – Nawet jeśli wracam sam – dodał i tęsknie spojrzał w dal, albowiem niedziela to była i do następnego weekendu ciężki tydzień w pracy go dzielił.
