Bezkrytyczni, czyli krytyka w modzie

Moda | 27 marca 2013 | 15 komentarzy

Tak ostro jeszcze nie było. Najwięksi projektanci już nie tylko zakazują krytykom wstępu na pokaz, ale i publikują otwarte listy dyskredytujące recenzentów ich kolekcji. I to w dobie Internetu, kiedy każdy odbiorca mody może napisać, co myśli.

Dziennikarstwo Cathy Horyn jest cienkie. Całkowicie przewidywalne. A ona sama, przeciętna i prowincjonalna, jest jak ze stand – up comedy. Taką opinię na temat znanej krytyczki mody New York Timesa ma Hedi Slimane. Główny projektant u Yvesa Saint Laurenta nie zatrzymał jej dla siebie, tylko ogłosił na Tweeterze. Swoje stanowisko Slimane zakończył przyrzeczeniem, iż Horyn już nigdy nie zostanie zaproszona na jego pokaz.

Cóż, dla wyszczekanej Horyn to nie pierwszyzna. Najbardziej kontrowersyjna dziennikarka mody w USA zakazy wstępu na pokazy zdobywa niczym odznaki sprawnościowe. Każdy kolejny sezon przynosi jej nowych obrażonych. Lista jest pokaźna i całkiem prestiżowa. Są na niej m.in. Dolce&Gabbana, Carolina Herrera, Helmut Lang, Oscar de la Renta… A zaczęło się od Giorgio Armaniego, który zakazał jej wstępu na swój pokaz w 2004 roku, przysyłając do hotelu odręcznie napisany list z prośbą, by nie fatygowała się na prezentację jego kolekcji.

Jednak Horyn to niejedyna dziennikarka, która w ostatnim czasie dostała szlaban od projektantów. Dom mody Yves Saint Laurent na czarnej liście umieścił też Irmana Ameda, założyciela i redaktora wyważonego, wpływowego portalu Business of Fashion, zajmującego się przede wszystkim – jak sama nazwa wskazuje – biznesowym aspektem mody. Z The Telegraph odezwała się z kolei Lisa Armstrong, twierdząc, że i ona spodziewa się zakazu od Slimane. Oboje nie dość entuzjastycznie wypowiedzieli się o debiutanckiej kolekcji Slimane dla YSL. Pardon, Saint Laurenta, bo firma postanowiła przeprowadzić rebranding i z niektórych jej linii znika imię Yves, a w innych pojawia się dopisek Paris. W których i na jakich zasadach – w tym gubi się sam PR marki (Amed dostał „misia” na pokazy YSL także za ujawnienie absurdalnej korespondencji od speców public relations marki). Zakaz na oglądanie pre-view kolekcji wydał też raper Kanye West, niepocieszony brakiem euforii po jego debiutanckim pokazie. W jego przypadku zakaz dotyczy po prostu wszystkich dziennikarzy.

Zabawne, że firmy wprowadzają takie restrykcje w dobie Internetu, kiedy właściwie już każdy pokaz jest transmitowany na żywo w sieci, więc nie trzeba osobiście być na pokazie, by go zrecenzować (co Horyn zresztą zdarzało się robić). Co więcej, Internet sprawił, że firmy i projektanci nie są w stanie – poprzez zakazy, nakazy, czy rozmaite formy umów, zależności, patronatów, reklam, kontrolować w mediach opinie na temat swoich kolekcji.

Nagła władza vox populis to jedno, a wysyp blogów, portali i magazynów internetowych to drugie. Krytyka poszczególnych kolekcji jest już zatem nie do opanowania. I wreszcie: wydawałoby się, że tak dosłowne i bezceremonialne formy ograniczania wolności słowa niegodne są wielkich koncernów, jakimi przecież stały się domy mody. Obnaża to ich słabość. O wywoływanym na publiczności nieodpartym wrażeniu dziecinnego obrażania się o każdy drobiazg nie wspominając.

Tymczasem projektanci coraz częściej uciekają się do takiej formy cenzury. Legendarna Suzy Menkes, znana raczej z elegancji słowa niż jego agresji, za stwierdzenie, że John Galliano projektując dla Diora popadł w rutynę, otrzymała natychmiastowy zakaz wejścia na pokazy wszystkich marek należących, podobnie jak Dior, do grupy LVMH. Wcześniej Menkes nie wpuszczali m.in. Gianfranco Ferre i Versace. Colin McDowell, legenda z The Sunday Times dostał zakaz od Giorgio Armaniego, Hadley Freeman, redaktorka z  The Guardian – od Paula Smitha i Jean Paula Gaultiera. Cóż, światowi projektanci wolą być oskarżeni o to, że boją się krytyki niż przeczytać w prasie nieprzychylne opnie o swojej kolekcji.

Jak dalece nieprzychylne? To prawie zawsze spokojne, rzeczowe uwagi. Jedynie  w przypadku Horyn czasem przestaje dziwić, że projektanci stracili do niej cierpliwość. O pokazie Fendi potrafiła napisać, że „modelki wyglądały jak skretyniałe trolle”, o Alexandrze Wangu – że nie jest dobrym projektantem, a jego ubrania sprzedają się dlatego, że są robione w Chinach i z góry skalkulowane pod konkretną cenę, zaś jubileusz Tommy’ego Hilfigera porównała do wyglądu zaproszenia, jakie rozesłał ten projektant – mniej więcej plastikowy i tani. Jednak w przypadku Saint Laurenta na zakaz zasłużyła sobie stwierdzeniem, że nie byłoby sukcesów Hediego Slimane, gdyby nie wcześniejsze projekty Rafa Simonsa, którego dziennikarka uważa za pioniera męskiego slim looku.

Oficjalnie kreatorzy zawsze umniejszali rolę recenzji, twierdząc na ogół, że nigdy ich nie czytają. Tylko nieliczni, jak na przykład Donna Karan, potrafili przyznać, że nawet po latach krytyka Horyn ich boli. Ale ostentacyjny ostracyzm, czy zakaz wejścia na pokaz to jedno, a otwarty atak na dziennikarza to już zupełnie inny kaliber. I trzeba przyznać, że w tym przypadku agresywne expose projektantów względem ich recenzentów to novum. Tweeterowa odezwa Hediego Slimane to bowiem nie pierwszy taki przypadek. Mniej więcej w tym samym czasie w Woman’s Wear Daily całostronicowy (!) list otwarty na temat Cathy Horyn opublikował Oscar de la Renta.

Horyn recenzując ostatnią kolekcję de La Renty, stwierdziła, iż projektant „bardziej jest hot dogiem niż szarą eminencją amerykańskiej mody”. Gastronomiczne porównanie tłumaczyła później, że „de la Renta niczym hot dog jest cool facetem, pokazującym swoje tricki”. Cóż to znaczy – Bóg raczy wiedzieć. Ale widać status i symbolika hot doga w amerykańskiej kulturze są skomplikowane nie tylko dla nas, ale i dla samych Amerykanów, skoro de la Renta, nieprzesadnie zachwycony nomenklaturą Horyn, odparował: „jeśli dajesz sobie prawo nazywania mnie hot dogiem, to czemu ja nie mam prawa nazwać cię trzydniowym hamburgerem?”.

Kolejny etap wojny między projektantami, a krytykami mody możemy zatem uważać za rozpoczęty. I pomyśleć, że wydawało nam się, że fochy kreatorów możliwe są tylko na naszym polskim podwórku, z racji raczkującego dopiero rynku mody, a nie dotyczą największych, liczących niekiedy 150 lat tradycji, domów mody.

No właśnie, a jak jest w Polsce? – Często słyszę, że polscy projektanci życzyliby sobie oceny ich kolekcji. Ale to jest mit, bo w rzeczywistości wielu z nich zależy na pochwałach. Nie są gotowi na negatywną opinię – uważa Katarzyna Świeżak, szefowa działu mody „Wysokich Obcasów”. I podaje przykład Paprockiego&Brzozowskiego, którzy po przeczytaniu negatywnej recenzji na temat ich pokazu wyrazili żal, ale też zasugerowali jej, że nie zna się wystarczająco na swoim fachu.

Joannie Bojańczyk, felietonistce m.in. Rzeczpospolitej i Twojego Stylu proces wytoczyła Ewa Minge. Proces o zniesławienie ciągnął się trzy lata. Poszło m.in. o użyte w tekście Bojańczyk określenia „kicz” i „bazar” na modę Minge. Ostatecznie projektanta wycofała pozew. „Miałam też przykrą wymianę zdań z projektantkami z Simple, którym nie podobał się sposób, w jaki opisałam ich firmę. A pisałam o nich wyłącznie pozytywnie!”, dodaje Bojańczyk. Dziennikarka przyznaje, że swoje pretensje po recenzji zwerbalizował jej kiedyś Tomasz Ossoliński.

Niżej podpisany nie otrzymuje zaproszeń na pokazy Dawida Wolińskiego i Teresy Rosati, która po jego dość negatywnym komentarzu jej twórczości i w Newsweeku przez długi czas prowadziła w jego sprawie korespondencję z redaktorem naczelnym tygodnika, domagając się wyciągnięcia konsekwencji.

Artykuł ukazał się w Fashion Magazine #42

15 Komentarze

  1. Krzysztof
    27 marca 2013

    U nas prawdopodobnie nie cierpi się duetu Horodyńska i Fijał. Czy słusznie? Ich porównania są nieraz na tyle zabawne, co wręcz kontrowersyjne. Krytykować ”trochę strach” jest uznanych twórców takich jak Zień, czy Baczyńska, lecz o ‚niebanalnej i inspirowanej wszystkim i dla wszystkich” kolekcji Urbańskiej, jakoś nikt chyba nie boi się mówić w negatywnym znaczeniu.

    Odpowiedz
  2. modologia
    27 marca 2013

    Tak się zastanawiam: czy większym problemem są „recenzje” sprowadzone do stwierdzeń „na zdjęciu widzę to i to, i to mi się (nie) podoba”, czy nieumiejętność przyjęcia krytyki na klatę przez osoby, których kolekcje poddawane są ocenie?

    Odpowiedz
  3. Jacek S. Kłak
    27 marca 2013

    „Człowiek jest przekonany, że wszystko może zrozumieć, ale nie jest w stanie znieść najmniejszej krytyki na temat swojej niewiedzy i niedoskonałości…” Gogol

    Odpowiedz
  4. jb
    28 marca 2013

    Zakaz wstępu jeszcze można przeżyć. Przynajmniej człowiek uniknie widoku Edyty Herbuś na ściance. Znacznie gorszy jest nacisk reklamodawców na magazyny. I tu nikt nie piśnie słowka, bo w grze jest duża kasa. Do stracenia.

    Odpowiedz
  5. stylishbefore40
    28 marca 2013

    Rzeczywiście pokaz nie jest potrzebny do tego , żeby napisać recenzję.Ciemno , przebajerowane światła (często półmrok) a kreacje widać przez kilka/kilkanaście sekund. Przecież w pokazie mody nie chodzi głównie o prezentację kolekcji , a o to kto z kim się pojawił i w co był ubrany. Z resztą z tego co wiem recenzje często powstają na podstawie zdjęć ściągniętych z oficjalnego fanpageu projektanta , można je sobie spokojnie obejrzeć przy biurku i napisać peany bądź rzeczową krytykę. A te „konflikty” w świecie mody to moim zdaniem część strategii marketingowej , wedle starej zaady-nieważne jak piszą , byle nazwiska nie przekręcali. Zresztą walka z dziennikarzami nigdy nie jest równa , i co mądrzejsi projektanci doskonale o tym wiedzą.

    Odpowiedz
  6. SynOjcaPablita
    28 marca 2013

    Nigdy nie odniosłem wrażenia, że polscy, czyt. warszawcy projektanci, chcieliby usłyszeć rzetelną krytykę na temat ich poczynań. Bo po cóż?
    Dla mnie prawdziwa „polska moda” nie powstaje w atelier Zienia, Paprockiego czy Minge. To co „salonik” produkuje nie ma dla mnie nic z mody. Wszystko jest wtórne i miałkie. Śmietanka pławi się w swoim towarzystwie modowych guru, jurorów na konkursach, celebrytów. A o jakości ich pracy niech świadczy ich obecność w zagranicznej prasie i na zagranicznych fw.
    Prawdziwa polska Moda powstaje w małych, ciasnych piwnicach, gdzie pasjonaci wykrajają swoje pomysły pełne inspiracji.
    Co do ogólnoświatowej awersji domów mody do krytyków, to sprawdza się teza Naomi Klein, o rosnącej sile korporacji. Domy mody w formie dyktatur? Powoli zaczyna to być rzeczywistością.

    Odpowiedz
  7. Czytelnik w drodze
    28 marca 2013

    Chyba już tak z Polakami jest ogólnie tak, że nie potrafią przyjąć krytyki, ale jak widać to nie tylko nasza domena. ten fakt raczy mnie pociechą. Cóż ogólnie to chyba nie lubimy jak wytyka się jakieś niedociągnięcia. Nim się to uczyni, należy zważyć co autor danego „produktu” chciał powiedzieć/pokazać i jak w słowach piosenki w wykonaniu Jerzego Stuhra „każdy śpiewać może trochę lepiej lub trochę gorzej”, później dodano, „ale nie każdy musi tego słuchać”, więc może brak wypowiedzi będzie bardziej wyraźnym sygnałem. Może „powstrzymam się od recenzji, jak masz smak, oceń sam. Tymczasem godniejsza uwagi jest moja własna hodowla bazylii na balkonie tudzież Pani Lusi z balkonu obok, która robi wspaniałe pierożki”. Problem w tym, że przeciętny Holender ze średnim wykształceniem ma więcej smaku niż kształcony w kierunku Polak (ocena naszych zdolności przez Panią architekt w zakresie jej fachu), to coś w tych słowach jest i może okazać się z drugiej strony niebezpieczne, aby ludzie choćby z kasą szli i brali co popadnie. Grozić to może zbyt dużą ilością zielonych chodaków z pianki na ulicach.

    Odpowiedz
  8. kadehti
    28 marca 2013

    Projektant od tego jest projektantem, żeby mógł przychodzić w piżamie na swój własny pokaz i rozkazywać, kogo chce widzieć w pierwszym rzędzie, a kogo w ogóle. Nie powiedziałabym, że w dobie internetu zakazywanie komuś bywania na takim wydarzeniu jest absurdem. Bardziej absurdalne jest to, że taka dziennikarzyna z bożej łaski zadaje sobie trud przychodzenia na pokaz projektanta, o którym z góry ma się opinię, delikatnie powiedziawszy, obraźliwą. Lubię krytykę, ale konstruktywną, i uważam, że ktoś, kto osiągnął taki sukces jak chociażby de La Renta, napotkał na swojej drodze do sukcesu tyle nieprzychylnych uwag, że jak już jest sławny i bogaty to może sobie pozwolić na luksus wyrzucania ze swojego pokazu kogo tylko chce.
    Tegoż procederu nie odnosiłabym do naszego polskiego zaścianka, gdyż zwyczajnie mija to się z celem. Kto ma kogo wyrzucać z pokazu? Woliński Horodyńską? U nas to jeszcze nie dorosło do odpowiedniego poziomu i odnoszę wrażenie, że nieprędko to nastąpi, o ile w ogóle. Modę w Polsce tworzy się pod kilka zasmarkanych celebrytek, żeby miały w co się ubrać na ściankę. Polakom moda kojarzy się z tym, że ktoś szyje jakieś szmaty w Indiach, w jednej fabryce z H&M, a dokleja tylko swoją metkę i wycenia na nie wiadomo ile. Przykre to wszystko jest. Jakiś czas temu byłam w Simple, chciałam przymierzyć sukienkę, dokładnie taką, jaką zawsze chciałam mieć. Co usłyszałam od ekspedientki? Najpierw spojrzała na mnie pogardliwie, a potem zaznaczyła, ze to są drogie rzeczy, to jest moda, to nosiła Mucha! Aż mi się ciśnie brzydkie słowo na usta.
    A swoją drogą, gdybym dostała odręczny list od Gianniego Versace, to zrobiłabym z niego relikwiarz i poszła na kolanach do Mediolanu.

    Odpowiedz
  9. Moda Polska | kadehti
    29 marca 2013

    [...] lekturze ostatniego artykułu Michała Zaczyńskiego pochyliłam się nad tym, czym właściwie w Polsce jest moda. Z ostatnich [...]

    Odpowiedz
  10. Andzia
    3 kwietnia 2013

    Deficyt pokory. Niestety, większości jej brakuje, podobnie jak dystansu do siebie. I dotyczy to nie tylko projektantów, ale i pisarzy, aktorów, muzyków. Na Zachodzie jest nieco lepiej. KIedy chciałam przeprowadzić wywiad z pewnymi zespołami z Norwegii i Stanów Zjednoczonych -nie było problemu. Proszę przesłać pytania- odpowiemy. Na drugi dzień miałam już odpowiedzi, zaangażowane, bez trendu kopiuj wklej. Kiedy poprosiłam o wywiad z pewnym polskim projektantem od lat mieszkającym i tworzącym za polską miedzą – dostałam suchą informację od menadzerki. Proszę przysłać pytania, a my się do nich ustosunkujemy. Nie projektant – jego świta PR- owska…przesłali mi odpowiedzi, zachowawcze, nudne, schematyczne, regułkowe; a pytania, na które w imieniu projektanta odpowiedzieć z wiadomych przyczyn nie mogli – wyrzucili, pominęli, zignorowali…polska mentalność…pokora, pokora i jeszcze raz pokora…no i klasa. albo się ją ma albo się jej nie ma.

    Odpowiedz
  11. jarmolowska
    4 kwietnia 2013

    Michał, krytykuj ile wlezie. Jakos to zniosę..Był czas przywyknąć
    Usciski.

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      4 kwietnia 2013

      Bardzo chętnie: czekam na nową kolekcję! Uszanowanie!

      Odpowiedz
      • jarmolowska@wp.pl
        6 kwietnia 2013

        Michał… z kolekcją się zejdzie bo Szkoła Rękodzieła w budowie. A raczej w odbudowie bo to jest 400 m dom z 1830 roku. Tak wiec modę zastąpiłam chwilowo przez twórcze lecz zgoła odmienne działania artystyczne . …
        Uszanowanie równiez. .

        Odpowiedz
  12. Radzi
    15 kwietnia 2013

    Ja osobiście jestem za konstruktywną krytyką, ponieważ uważam, że na błędach można się wiele nauczyć ♥ :):)

    Odpowiedz
  13. Johnathan Duncan
    27 kwietnia 2013

    Zabawne, że firmy wprowadzają takie restrykcje w dobie Internetu, kiedy właściwie już każdy pokaz jest transmitowany na żywo w sieci, więc nie trzeba osobiście być na pokazie, by go zrecenzować (co Horyn zresztą zdarzało się robić). Co więcej, Internet sprawił, że firmy i projektanci nie są w stanie – poprzez zakazy, nakazy, czy rozmaite formy umów, zależności, patronatów, reklam, kontrolować w mediach opinie na temat swoich kolekcji. Nagła władza vox populis to jedno, a wysyp blogów, portali i magazynów internetowych to drugie. Krytyka poszczególnych kolekcji jest już zatem nie do opanowania. I wreszcie: wydawałoby się, że tak dosłowne i bezceremonialne formy ograniczania wolności słowa niegodne są wielkich koncernów, jakimi przecież stały się domy mody. Obnaża to ich słabość. O wywoływanym na publiczności nieodpartym wrażeniu dziecinnego obrażania się o każdy drobiazg nie wspominając.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz