Kolor, dyscyplina, powietrze. Sekrety stylu Inez Wicher.

„Mój styl kiedyś był inny: bardziej teatralny, bardziej dla świata zewnętrznego niż dla mnie samej. Dziś wynika z miłości do mojego ciała i akceptacji, która przyszła dopiero teraz”, mówi mi Inez Wicher. 

Jej markę Vicher dobrze znacie z mojego bloga (i uwielbiacie, co widzę po popularności tych wpisów). Wyrazista, widowiskowa, intrygująca. Jak jej projektantka. Po raz pierwszy jednak Inez opowiada o sobie samej, tj. o swoim oryginalnym stylu: jak się zmieniał, jak go wypracowała, i co wspólnego miało z nim dzieciństwo spędzone w zakonie. Spoiler: rozpaliło wyobraźnię, nauczyło wolności. 

I. JĘZYK STYLU

Moja garderoba to język. Nie zbiór ubrań, lecz system form, które mówią za mnie, zanim zrobię pierwszy krok. Łączę rzeźbiarską prostotę, futurystyczną dyscyplinę i cielesność pod kontrolą. Interesuje mnie konstrukcja, napięcie, cięcie lub powietrze, wolność. Wszak – zgodnie z nazwiskiem – jestem córką wiatru.  

II. RUCH I CIAŁO – MÓJ FUNDAMENT

Mój styl zaczyna się w ciele. Nie w ubraniu. To ciało decyduje, jak porusza się tkanina, gdzie przebiega linia, co jest odsłaniane, a co skrywane. Ubranie musi nadążyć za ciałem. Od kiedy naprawdę pokochałam swoje ciało, mój styl stał się prostszy, ale mocniejszy. Ramię, talia, plecy, obojczyk – to moja nowa biżuteria. Do niej jeszcze wrócę*.

Balet, który do dziś ćwiczę, nauczył mnie „osiągania wysokości”. Ciało zawsze rośnie w górę. Dlatego kocham długie sylwetki, wysokie talie, maxi płaszcze. Puenty, nawet niewidoczne, są dla mnie metaforą stylu: w modzie zawsze idziemy wyżej.

Vicher wiosna – lato 2019

III. KOLOR, MATERIAŁ, KONSTRUKCJA

Kolor jest energią. Poprawia humor, budzi ciało. Zimą, kiedy świat robi się matowy, wybieram bordo, czerwienie, turkus, srebro. Gdy wszyscy noszą beże  i brązy – jest to aktem odwagi. 

Materiał musi być albo mocny, albo miękki. Albo trzymać formę, albo przylegać jak druga skóra. Nie akceptuję „pomiędzy”. Nie umiem w pastele. Pastele to dla mnie nie kolor. 

Wzory traktuję jak narzędzie. Pion wydłuża ciało, kropki dodają lekkości, grafika przestawia proporcje. Monochromia z kolei zamienia sylwetkę w jeden znak, jedną formę, jeden statement.

Nie akceptuje kalendarza. Noszę (sztuczne) futro latem. Nie z potrzeby, a z charakteru. Futro jest formą, nie warstwą termiczną – działa jak rzeźba wokół ciała. Łączę je wtedy ze sportowym minitopem, żeby sylwetka oddychała i żeby zachować kontrast miękkości z nagą skórą.

Mój styl powstawał latami. Był kiedyś inny, bardziej barokowy, teatralny; bardziej dla świata zewnętrznego niż dla mnie samej. Barok był moją ochroną. Dziś wynika z miłości do mojego ciała i akceptacji, która przyszła dopiero teraz. Dlatego zaczynam kochać rzeczy bliżej skóry.

Vicher lato 2020

IV MIESZAM STYLE, BO MIESZAM ETAPY ŻYCIA 

Moje projektowanie to mieszanka nowoczesności, tradycji, wspomnień, emocji, czułości i przeszłości zapisanej w ubraniach.

W mojej pracowni stoi para srebrnych sandałków na słupku. Starych, pięknych, ponad pięćdziesięcioletnich. Wyprodukowanych w powojennej Polsce, w fabryce, która już nie istnieje.Należały do mojej babci, kobiety, która już nie żyje, ale żyje we mnie.Te buty mają niezwykły kolor: chłodne, metaliczne srebro, jak żywe światło. Widzę piękno, które powstało z niczego, zaraz po wojnie. Widzę siłę kobiet w mojej rodzinie.Tę siłę mamy w genach.

Sandałki nosiłam jeszcze w liceum, z grubą, ciepłą skarpetką i prostą sukienką. Dziś mam do nich nabożny stosunek. Stoją wystawione w centralnym miejscu pracowni, jak mały ołtarzyk pamięci. Jak przypomnienie o tym, skąd jestem, jakie kobiety mnie stworzyły i dlaczego moda to dla mnie nie jest trend, tylko opowieść.

Mój styl wciąż się zmienia. Ewoluuje razem ze mną: z moimi przeżyciami, emocjami, etapami, porażkami i powrotami do siebie. Jest jak mapa mojego życia. Zmienia się razem ze mną, z moim ciałem, z moją psychiką, z tym, co przeżyłam i czego już nie chcę powtarzać. 

Mieszam wszystko:

  • tanie z drogim,
  • sport z couture,
  • kwiaty z geometrią,
  • ciepłe z zimnym,
  • męskie z żeńskim
  • surowość z sensualnością 
  • to, co etniczne w rdzeniu z tym, co futurystyczne w formie. 
Vicher x Agnieszka Woźniak Starak 2021

V. WIDZĘ PIĘKNO TAM, GDZIE INNI GO NIE SZUKAJĄ

W kobietach dostrzegam piękno w miejscach, które nauczyły je wstydu. W biodrach, które opowiadają historie. W dysproporcjach, które mają charakter. We włosach, które potrzebują rzeźby, nie ukrywania.

VI. DRES: INTYMNOŚĆ I AUTENTYCZNOŚĆ

Dres jest dla mnie ważnym ubraniem; tak jak dla moich Vichersis. Polki spędzają w nim pół życia, więc ja chcę, by wyglądał jak couture. Moje dresy mają wzory i hafty, bo one nadają im osobowość. Kobieta może być zmęczona, w biegu, z dzieckiem na ręku, a i tak wyglądać jak ktoś, kto ma styl i świadomość. Hafty są jak pieczęć – intymne, niepowtarzalne, tylko nasze.

Vicher jesień – zima 2025/2026

VII. „WIELKI CZARNY”-  MOJA ARCHITEKTURA

W moim stylu istnieje pojęcie Wielki Czarny – oversize’owy żakiet lub płaszcz, który buduje przestrzeń wokół mnie. Poszerza ramiona, daje siłę, balansuje każdy odważny element stylizacji. Czarny to dyscyplina, oversize to powietrze. Razem tworzą moją tarczę. 

VII. BIŻUTERIA* — OSOBISTA GEOGRAFIA

Noszę mało biżuterii, bo nie znoszę chaosu. Każdy element musi coś znaczyć. Przez lata była to biżuteria od mojej córki Nany, która dla mnie ją robiła. 

Zbieram biżuterię z podróży, nie pamiątki, tylko emocje. Dla moich Vichersis szykuję coś pięknego: bransolety pełne emocji. W sprzedaży już niebawem, na święta. 

Vicher wiosna – lato 2024

VIII. GENEZA STYLU – OPOWIEŚĆ O ZAKONIE

Mój styl, podobnie jak wyobraźnia, zrodził się w miejscu, w którym indywidualność była najmniej oczywista. W zakonie. Jako nastolatka spędzałam tam wakacje. Nosiłam płachty materiałów, gryzące swetry od wuja księdza i surowe szale od mojej ciotki zakonnicy. Znana na studiach byłam z tego, że nosiłam ubrania z zakonnego przydziału.

W zakonie, siedząc na ławce z moją siostrą i obserwując zakonnice – wszystkie ubrane identycznie – zaczęłam nadawać im imiona, charaktery, style. Dawałam im drugie życie, wymyślam im nie tylko imiona, ale ubrania, których nie mogły nosić, emocje których nie mogły pokazywać i styl, który nadawał im indywidualność w miejsc u w którym indywidualność była zakazana.  Wyobrażałam sobie, że jedna wygląda jak Greta Garbo, druga jak bohaterka Felliniego, trzecia jak diva z obrazów wiszących w korytarzach. 

Paradoksalnie, to w zakonie nauczyłam się wolności.

Vicher wiosna – lato 2023

IX. PARYŻ: CHWILA, KTÓRA ZAMYKA KLAMRĘ

Kiedyś w szkole mówiono o mnie: „To ta dziewczyna, co tak się śmiesznie ubiera”. Albo: „Wichrowa fajna, ale zawsze na opak”. Wielkie swetry taty, spodnie dzwony po mamie, zachwyt latami 70-tymi. 

Lata później stoję w Paryżu pod Chanel, wchodzę tam, jak do mekki mody, na Rue Cambon. Nie po inspiracje, a po to sacrum. Wychodzę. Nagle projektant z atelier Chanel, bo Chanel nadal ma tam ma pracownię krawiecką, wybiega za mną i pyta „Pardon… what are you wearing?”. Zachwycił się moim stylem, warstwami, połączeniami. Miłe to było. Metafizyczne wręcz.

X. NIE TŁUMACZ SIĘ

Czasami świat musi dorosnąć do twojego stylu. A ty musisz przestać się tłumaczyć.

Zdjęcia z sali baletowej wykonano w Szkole Baletowej Anny Niedźwiedź. Autorka: Małgorzata Muszyńska 

Podoba Ci się ten artykuł? Cenisz moją pracę? Zaproś mnie na kawę. Lub na co innego w Suppi. Warianty znajdziesz TU.

Słuchaj moich podcastów <TU>, komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>.

Tagi:

Dodaj komentarz