Avatar na wybiegu

Moda | 12 lutego 2014 | Jeden komentarz

Z pokazami mody bywa jak z „Mona Lisą” Leonarda da Vinci. Wirtualnie, w wielkich albumach, prezentuje się wspaniale, ale oglądana na żywo rozczarowuje i okazuje się być tak oblegana, że właściwie nic nie widać – pisała Stephanie Rosenbloom w „New York Timesie”, konkludując, że wiele pokazów mody lepiej wypada w sieci niż w rzeczywistości.

digital fashion week

To obserwacja sprzed trzech lat, kiedy w Internecie dopiero zaczęły pojawiać się transmisje live z pokazów. Na ile trafna – to kwestia indywidualna. Faktem jest, że zmieniły percepcję pokazów, a często ich priorytety.

Nagle się okazało, że można być na bieżąco, nie będąc zdanym na publikacje w mediach, na niezdarne nagrania telefonem na blogach, czy – już „zdarne” i profesjonalne – za to umieszczane z opóźnieniem na stronie internetowej samych domów mody.

Ważniejsze stało się światło, tempo, dramaturgia. Wiadomo, transmisja ma swoje prawa. Ale tylko wyszło to na korzyść pokazom. Korzyści dla samych widzów są oczywiste, ale i profity dla projektantów – bardziej niż obiecujące. Pomijając większą popularność (choć – co za tym idzie – krytykę kolekcji w sieci, gdzie każdy może poczuć się Anną Wintour lub – zapewne częściej – pyskatą Cathy Horyn), transmisje przekładają się też na ich zyski.

Domy mody takie jak Burberry (pionier pokazów online, który po sukcesie filmu „Avatar” zdecydował się transmisję pokazu w 3D zarówno ogólnie, w sieci, jak i na kilku specjalnie zorganizowanych imprezach na świecie), czy Oscar de la Renta potrafili przygotować część kolekcji, która od razu po zakończeniu pokazu trafiała do e-sklepów. W Polsce to już niemal praktyka, czym wypełniamy wolę ekspertów rynku odzieżowego, którzy od jakiegoś czasu sygnalizują, że w dobie Internetu pokazy powinny sprzedawać prezentowane ubrania i dodatki, nie zaś zapowiadać kolekcję, która do sprzedaży trafi dopiero po kilku miesiącach.

Póki co, specyfika pokazów na świecie nadal polega na wyprzedzaniu kolekcją sezonu, ale patrząc na rozwój technologii, dni takiego założenia są policzone. Jeszcze w 2009 roku amerykańskie media emocjonowały się, że marka Polo Raplh Lauren uruchomiła specjalną aplikację na iPhone’a, a na pokazie Vivienne Tam modelki zamiast kopertówek trzymały w ręce mini notebooka…

Dziś wiadomo, że przyszłość pokazów leży w transmisjach na żywo (Suzy Menkes postuluje, by robić dwa – jeden dla garstki znawców, drugi dla reszty globu), ale na jednej, wspólnej platformie, skupiającej ważne pokazy danego miasta. W Nowym Jorku wpadli na to w ubiegłym roku, kiedy wszystkie 54 kolekcje tamtejszego tygodnia mody puszczono on-line. Pojawiły się też specjalne strony zawierające takie transmisje ze świata.

W Polsce mamy T-mobile fashion. Początkowo nakierowany na współpracę z Gosią Baczyńską, Maciejem Zieniem i Paprockim&Brzozowskim. Oprócz transmisji na żywo to także współpraca, polegająca na przygotowaniu przez projektantów specjalnych dodatków i ubrań, premierowo prezentowanych właśnie podczas pokazu.  Oraz na organizowaniu im okolicznościowych sesji. Jednak T-mobile fashion szybko otworzył się na kolejnych i do wspomnianej trójki w 2013 roku dołączyli Robert Kupisz, Łukasz Jemioł, Mariusz Przybylski, Bohoboco i Bizuu. Ostatnio na listę transmisji wpisano Dawida Wolińskiego (jego pokaz  już 13 lutego). Planowana jest też transmisja pokazu dawno nie widzianej Izy Łapińskiej i kolejnych projektantów, których nazwisk jeszcze nie ujawniono.

T Mobile Fashion - Maciej Zeiń, Mariusz Brzozowski, Gosia Baczyńska, Marcin Paprocki

Jak wygląda taka transmisja od strony technicznej? W Polsce pracuje przy niej jednocześnie nawet trzydzieści osób. Każdorazowo dostosowywana jest ilość sprzętu do koncepcji pokazu i jego formy. Zdarza się, że używanych jest więcej niż dziesięć kamer, a w realizacji wykorzystane są także tory do jazdy kamerowej, czy ramię kamerowe.

TMobile Fashion - sesja Gosia Baczyńska

A co dalej? Zapewne tygodnie mody nie tyle transmitowane, lecz w ogóle przygotowywane ściśle pod Internet. Pierwszy już powstał. Mowa o zainaugurowanym w ubiegłym roku Digital Fashion Week w Singapurze.

digital fashion show

Wszystko, co zobaczyli internauci można było błyskawicznie zamówić z dostawą do domu w ciągu kilku dni, czy tygodni. Pokazom na żywo w sieci jednocześnie towarzyszyła publikacja lookbooka z opisami i wszelkimi informacjami zarówno dla zwykłych widzów, jak i dla kupców, czy prasy. Ekipa Digital Fashion Week przeprowadziła też wywiady z projektantami, makijażystami, czy fryzjerami, były komentarze ekspertów, występy artystów, a na wybiegu – sławne modelki, na przykład Naomi Campbell. Widownia przed ekranami komputerów, czy urządzeń mobilnych, sięgnęła 2,7 miliona osób.

 

 

 

1 Komentarz

  1. tupak
    14 lutego 2014

    Podziwiam wszystkie osoby które biorą udział w takim wybiegu. Trzeba mieć odwagę i pewność siebie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz