Szare szeregi
Ostatnio rozmawiałem z Li Edelkoort, znaną holenderską analityczką trendów. – Wy, Polacy, macie ciekawe podejście do barw – powiedziała mi podczas gali dyplomowej jednej ze szkół. – Czyli brak koloru albo łączenie szarego z szarym? – dopytałem. Roześmiała się i pokiwała głową. Twierdząco.
Ikar, syn detalu
Znałem pewnego menedżera, któremu charakteru, jak myślał, dodawały grube szaliki. Wiązane nawet do T-shirtu. Przewodził jednemu z wyjazdów dziennikarskich, w których brałem udział. Jako jedyny z wycieczki poleciał klasą biznes. Oddzielnie, limuzyną, docierał też na lotnisko, kiedy wszyscy pozostali wlekliśmy się busem. Domyślacie się, co pomyśleliśmy o tym jego charakterze. Szalik nie miał z nim nic wspólnego.
Na bogato
James Bond świetnie prezentował się w Astonie Martinie, mknąc po serpentynach malowniczej Czarnogóry. Ale już na pokruszonej kostce bauma wyglądałby jak Patryk Vega oparty wśród osiedlowych kałuż o swoje lamborghini: nie wiadomo, czy to na serio, czy mem.
Już po. Co nam zostało z planów na lepszy świat.
Miało być jak u Chełmońskiego. Babie lato, bociany; szczęśliwe pokładanie się na łące, niespieszne przyglądanie światu. Powrót do korzeni i harmonii. Ale nie pykło.

