Szare szeregi. Bądź sobą, nie noś kolorów.

Ostatnio rozmawiałem z Li Edelkoort, znaną holenderską analityczką trendów. – Wy, Polacy, macie ciekawe podejście do barw – powiedziała mi podczas gali dyplomowej jednej ze szkół. – Czyli brak koloru albo łączenie szarego z szarym? – dopytałem. Roześmiała się i pokiwała głową. Twierdząco.

O tym właśnie felietonie, który napisałem dla „Unpolished”, wspominam w najnowszym odcinku mojego podcastu. Prosiliście, bym go dla was odszukał. Udało się.

To podcast (jeśli wolicie YouTube to dostępny jest TU):

A to cała treść artykułu:

Bo my naprawdę projektujemy, sprzedajemy, kupujemy i nosimy szare ubrania. To nasz narodowy uniform.

Wiem, wiem, też czytałem w „Guardianie” tekst „How grey became colour of the decade”, więc nie jesteśmy jakoś szczególnie wyjątkowi. Tyle że u nas ta dekada trwa co najmniej wiek. I nie dotyczy głównie wnętrz i koloru ścian, lecz właśnie mody. „Ubrania wasze, was, nieszczęsnych mężczyzn, są parodią barwy. Szarość, szarość, szarość!”, irytowała się już w latach 20. Zofia Stryjeńska, najsłynniejsza  – obok Tamary Łempickiej – polska malarka epoki art deco.

Zofia Stryjeńska: Tańce polskie

Nic od tego czasu się nie zmieniło. Gdyby zmartwychwstała i przeszła się polską ulicą, szlag (ponownie) by ją trafił. Zwłaszcza od kiedy niezależna polska moda stała się modna.

Czyli od jakichś pięciu lat. Dziesiątki targów młodych projektantów, pokazy, wysyp sklepów internetowych i e-commerce’ów. I jakiś tysiąc autorskich marek. W tym wiele z nich proponujących z grubsza to samo.

Co konkretnie? Odpowiedzi udzielił nieistniejący już profil na Facebooku o wiele mówiącej nazwie „Szara dresówka psuje ulice” z przeglądem dresów, sukienek, bluz, koszulek ze sklepów online młodych marek, z ironicznymi komentarzami autorów profilu w stylu „Rewelacja, takiej kiecy jeszcze masz” przy setnej tej samej szarej sukience. 

Ale to opisy samych projektantów i marek były delightem tej strony.

„Kolekcja wyprodukowana w Polsce. Pełna kolorów: ciemnoszarego, jasnoszarego, chłodnego szarego, popielatego, gołąbkowego. Inspirowana kwiatami, architekturą, naturą”.

To autentyk. Albo: „Zamiast źle pojętej oryginalności, proponujemy ci niepowtarzalność (…). Paleta kolorystyczna jest urozmaicana według potrzeb klientek”. Na zdjęciu: szary top. Albo: „nowopowstała marka modowa, skierowana do energicznych i pewnych siebie kobiet oraz mężczyzn. Oryginalne formy tych ubrań pozwalają wyróżnić się z wielkomiejskiego tłumu”. W załączeniu – szary dres.

Oczywiście, wszystko jest zabawą dopóki ktoś nie straci oka. W przypadku tych projektów ten ktoś, czyli klient, nawet jeśli nie stracił oka, to w końcu zaczął odwracać je w inną stronę. Skutkiem czego gwiazda młodych polskich projektantów wydawała się nawet powoli przygasać. W końcu każdy, kto chciał kupić szarą dzianinę już ją kupił.

I wydawało się już przez chwilę, że w końcu wyjdziemy z szarości. Zwłaszcza, że sprzyjają temu obecne trendy, z wielkim comebackiem różowo-pistacjowych lat 90. i z wymodloną przez Donatellę Versace w kwestionariuszu online dla Vogue’a pogardą dla minimalizmu na czele.

Ale nie. Szary nadal rządzi. Od młodego (a bywa że oglądam rocznie kilkaset kolekcji na konkursach i galach absolwentów szkół projektowania) po starego, jeśli można tak nazwać najbardziej rozpoznawalnych polskich projektantów. Jak Maciej Zień, oferujący kreacje za tysiące złotych.

Szara suknia z rockowo postrzępionym dekoltem, jaką pokazał mi w połowie maja na swoim dniu prasowym, to – jak przyznał sam poniekąd zdziwiony –  jego bestseller.

Różnica tylko taka, że ci pierwsi po prostu często nie potrafią używać koloru i komponować go z innymi. Ci drudzy zaś w większości umieją, ale najpiękniejsze nawet barwy czy ich łączenia są po prostu mniej sprzedażowe.

Żeby nie było; nie jestem lepszy: do Zienia przyszedłem w szarym trenczu i w szarych butach. 

Autor tekstu w „pełnej kolorów” szarości. Po więcej odwiedź mój profil na Instagramie.

Skąd nam to się wzięło? Z geografii i historii. Ta pierwsza odpowiedzialna jest za pogodę: przez większość roku buro, chłodno, czyli szaro. 

Ta druga za przyzwyczajenia. Nauczyła nas nie wychylać się, równać do szeregu, być nieufnymi. A to zabory, a to wojna, a to komunizm. Zatem: nic sexy. 

Pokłosie wojny sprawiło, że staliśmy się narodem skrajnie homogenicznym rasowo, narodowo, religijnie. Niemal wszyscy tacy sami, a ten, kto inny, od razu uchodził za dziwactwo. Więc niczym mimikra się dostosowywał. Komunizm dodatkowo nie dał nam pieniędzy. Stąd niebrudzący i uniwersalny, bo pasujący w sumie do wszystkiego szary wydał się i – mimo bogacącego się dziś społeczeństwa – nadal wydaje się praktycznym wyborem.

I w jednym, i w drugim tkwi jednak paradoks. Co do pogody: czyż nie chciałoby się jakoś zaklinać ją słonecznymi barwami? I czyż teraz, kiedy ponad setkę ciężkich lat zastąpiła upragniona wolność, nie wypadałoby wreszcie zrzucić szare giezła?

Odpowiedź na oba pytania: nie.

I jest w tym jakiś sens. Dziwne przecież by było, gdybyśmy nosili się pstrokato niczym bohaterki filmów Almodovara czy modelki Moschino. Albo Agathy Ruiz de la Prady, hiszpańskiej projektantki, która swego czasu nawiedzała Fashion Week Poland z kolekcjami, które nie podobały nam się (delikatnie rzecz ujmując) nie ze względu na ich infantylizm, ale ze względu na oczopląs kolorów.

Z historią sprawa jest bardziej skomplikowana. Pomińmy mroki (sic!) dziejów; skupmy się na ostatnim dziesięcioleciu komunizmu. Lata 80. były dnem. Stan wojenny, opozycja w więzieniu, czołgi na ulicach, krach finansowy państwa i jego mieszkańców, embargo Zachodu, poczucie absolutnej beznadziei aż do granic absurdu. Jak portretowała nasz kraj wówczas nasza (pop)kultura?

„Szare domy w szarym mieście”, śpiewał Tomek Lipiński z zespołu Tilt.

„Twój dom wśród setek innych domów 
Z szarymi drzwiami, z szarym balkonem 
Jeśli cię dręczą szare sny 
Zapukaj do mych szarych drzwi”, śpiewała Kora z zespołu Maanam.

„Szare ulice, szare balkony,
z widokiem na inne szare balkony.
Szare żony, szare spódnice,
z widokiem na nowe szare spódnice”, pisała Agnieszka Osiecka w piosence „Ulica japońskiej wiśni” dla Barbary Dziekan.

To właściwie jedna i ta sama piosenka; stworzyły ją największe ówczesne talenty kraju.

Relacja Polaków z szarością to takie

love & hate.

Stąd w ciągu ostatnich dwudziestu paru lat przemalowaliśmy nasze bloki na błękit, róż, seledyn, co bardziej świadomi estetycznie, lecz nieliczni obywatele ochrzcili pastelozą. 

Pudełkowatym, modernistycznym domom dorobiliśmy ganki z czerwoną dachówką. 

Pojawiły się fioletowe tynki willi, doryckie kolumny, lwy z piaskowca przy wejściu na sielskiej, słowiańskiej nizinie. 

Umailiśmy każdy centymetr witryny fluorescencyjnymi naklejkami: prasa, papierosy, bilety; warzywa, owoce, nabiał; kredyty, konta, kantor; promocja, sale, obniżka – zależy kto czym handluje. 

Nasze miasta, góry, wybrzeże najeżyły się barwnymi billboardami, planszami i tablicami tak, jakby sam krajobraz nie był wystarczająco kolorowy. Tego wątku już nie będę ciągnął; wystarczy, że poważani i nagradzani pisarze pokroju Filipa Springera czy Ziemowita Szczerka uczynili z tej wizualnej apopleksji oś swojej twórczości. Ale to niczego nie zmienia. 

A nie zmienia, bo robimy wszystko, by naszym otoczeniem uwagę odwrócić od nas samych, szaro ubranych. Od naszego fizys, naszego ja. Z nieśmiałości i braku wiary w siebie udajemy nonkonformizm, preparujemy własną, rzekomo niepowtarzalną osobowość („rząd harmonijnych stylem domów? Nuda! Groza! Uniformizacja jak w Chinach za Mao”!), by uchodzić za nowoczesnych.

A przecież to szarość jest nowoczesna. Tyle że jak wszystko, co wtłaczane na siłę, przynosi niechęć i bunt. I zostaje w kolejnych pokoleniach. Na ubieranie się nieszaro zabrakło nam jednak już odwagi.

Artykuł ukazał się w wydawanym po angielsku w Londynie magazynie „Unpolished” w 2019r.

Inne moje teksty: o tym, jak w PRL przyjeżdżał do Słupska cyrk przeczytasz TU. O mojej niechęci do postsowieckiej fali, Vetements czy Goshy Rubchinskiy’ego przeczytasz TU. A z samym magazynem zapoznasz się TU.

Zdjęcia: Elin Tabitha, Wander Fleur i Priscilla de Preez/ Unsplash. Zdjęcia autora: Harel i Ania Męczyńska.

Moje codzienne komentarze czytaj na Facebooku <KLIK>, a ładne rzeczy, ładne miejsca i ładne stories oglądaj na Instagramie <KLIK>. I NOWOŚĆ: podcasty do słuchania m.in. na Apple i Google Podcasts, na YouTube <KLIK> i Spotify <KLIK>; aktualnie nr 2 na liście SPOTIFY TRENDING CHARTS w Polsce!

8 Komentarze

  1. Magdalena
    2 kwietnia 2021

    Jedyną znaną mi osobą, która z wdziękiem nosiła szary, był nasz psor od matmy z czasów licealnych. Nigdy nie splamił garderoby innym kolorem. Z podziwem obserwowaliśmy, z jaką fantazją łączył szary elewacyjny z szarym chodnikowym. Jeśli zakładał sweter we wzory, to też szare. Siwokoperkowych spodni miał na pęczki! Do dziś żałuję, że nie mieliśmy możliwości zajrzeć do jego szafy, bo on codziennie miał w szkole inny szary zestaw, który nie powtórzył się przez cały tydzień 😉

    Odpowiedz
  2. martyna21
    2 kwietnia 2021

    ale durną teze se postawiłeś ja pd xdd tak, nie można sie ubierać tak jak sie chce bo zaraz jakis wielce oświecony bloger modowy ci powie „pooolaczku jestes taki smutny przez swoja historie, pogode i zycie w tym ciemnogrodzie, wez sie na kolorowo ubierz a nie ciagle w czarnych jeansach i białej koszulce”

    Odpowiedz
    • michalzaczynski
      2 kwietnia 2021

      to, że czegoś się nie rozumie, na przykład tekstu, nie oznacza, że jest to durne. pozdrowienia.

      Odpowiedz
  3. Magda
    2 kwietnia 2021

    Nie jestem jakimś koneserem, ale brakuje mi oferty ubrań ciekawie ,,skonstruowanych”. Chyba już brakuje tych umiejętności bo szara dresówka ma wybaczyć wszystko, naciągnie się i będzie pasować na każdego. Kiedyś w lumpie trafiłam na suknię Westwood. Do tej pory żaluję że jej nie kupiłam ale to był za mały rozmiar. To nic. Długo ją oglądałam, jak jest wykrojona. Podziw.

    Odpowiedz
  4. Lusia
    2 kwietnia 2021

    Nie jestem jakimś koneserem, ale brakuje mi oferty ubrań ciekawie ,,skonstruowanych”. Chyba już brakuje tych umiejętności bo szara dresówka ma wybaczyć wszystko, naciągnie się i będzie pasować na każdego. Kiedyś w lumpie trafiłam na suknię Westwood. Do tej pory żaluję że jej nie kupiłam ale to był za mały rozmiar. To nic. Długo ją oglądałam, jak jest wykrojona. Podziw.

    Odpowiedz
  5. Agnieszka
    13 kwietnia 2021

    Szary jest bezpieczny. Chcemy czuc się komfortowo, przynajmniej ja. Uwielbiam kolory, ale sama chowam się za granatem, czernią i szarością. Przy bieli trzeba mieć piękną skórę 🙃

    Odpowiedz

Dodaj komentarz